
dziękuję za Waszą obecność
Pod warstwą świeżej bieli
(niektórzy już na nią klęli)
lód ścięty po dniu marznącej mżawki
trzymanie równowagi to drgawki
Wyjeżdżam jak naprawdę muszę
i z domu się nie ruszę.
Choć to nieprawdziwe do końca
i bardzo pragnę kolorów i słońca,
a jednak wyjeżdżać trzeba
choć zaliczona gleba.
To zakupy, to kogoś na badania
i różne potrzebne innym działania.
Wracając autem zaliczyłam przygodę
z pękniętym hamulcowym przewodem,
stres duży, spociłam się cała,
powoli do domu wracałam.
Ręka na „pulsie” - na hamulcu ręcznym
i czasie podzięki wdzięcznym,
że opatrzność czuwała
i do mechanika dojechać pozwalała.
Rymy częstochowskie wydrapałam i przygodę swą opowiedziałam
Nadal od września chodzę boso rano (ogłaszam koniec rymów, słyszę oddech ulgi

):
Może w sumie z 5 dni nie byłam, średnio wychodzi ok 5 minut, potem lecę do ciepłej wody do łazienki, maść i grube skarpety

A temu to jedna nóżka zmarzła :
Patrzę za okno - nadal sypie...