ajka
00:11, 12 sie 2026
Dołączył: 24 kwi 2015
Posty: 6470
Machu Picchu zostawiliśmy sobie na deser naszego intensywnego zwiedzania – marzyliśmy o nim od dawna. To inkaskie miasto z XV wieku, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i uznawane za jeden z siedmiu nowych cudów świata, od lat przyciąga podróżników z całego globu.
Zwiedzanie nie jest już tak proste jak jeszcze kilka lat temu. Stresowałam się, bo w internecie można znaleźć mnóstwo sprzecznych informacji na ten temat. Dodatkowo jedna z tras prowadzących na Waynapicchu była przez cały czerwiec zamknięta z powodu renowacji.
Machu Picchu podzielone jest na strefy, a bilety kupuje się na konkretną trasę i godzinę wejścia. Trzeba je rezerwować z dużym wyprzedzeniem na rządowej stronie, która jest ciężka w obsłudze. Bilety na lipiec kupowaliśmy już w maju i wiele godzin było już w tym czasie wyprzedanych.
Zwiedziliśmy dwie trasy: 3A o 7:00, obejmującą wejście na Waynapicchu, oraz 2A o 13:00, czyli najpopularniejszą trasę prowadzącą przez ruiny. Osoby, którym nie udało się kupić biletów online, mogły próbować szczęścia w Aguas Calientes, ustawiając się wcześnie rano w kolejce po wejściówki na kolejne dni.
Ponieważ nasze zwiedzanie zaczynało się o 7:00, już o 6:00 staliśmy w kolejce do autobusu. Poranne wejście ma ogromną zaletę – to właśnie wtedy najczęściej można liczyć na najlepszą pogodę i widoki, z których słynie Machu Picchu. Ruiny położone są na wysokości około 2430 m n.p.m., a szczyt Waynapicchu, na który weszliśmy, znajduje się około 250 metrów wyżej.
Na Waynapicchu prowadzi część trasy wśród ruin. Końcowy odcinek jest stromy i nie nadaje się dla osób z lękiem wysokości. Widok ze szczytu zdecydowanie wynagradza jednak cały wysiłek. Miejsca na górze jest niewiele, a chętnych do zrobienia zdjęcia nie brakuje.
Schodząc, zatrzymaliśmy się na tarasach na śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć i na terenie ruin spędziliśmy praktycznie cały dzień.
Wieczór spędziliśmy jeszcze w Aguas Calientes, a do Cusco wróciliśmy pociągiem po północy. Warto wiedzieć, że do Aguas Calientes nie prowadzi żadna droga – można tam dotrzeć jedynie pociągiem lub pieszo, dlatego ceny transportu są wysokie. Alternatywą jest kilkudniowa wędrówka słynnym Szlakiem Inków, ale przy naszym napiętym planie liczyła się każda godzina.
Wejście na górę
Widok z góry na Macchu Picchu

Panowie czyścili mury szczoteczkami do zębów
Pociąg w Aguas Calientes
Zwiedzanie nie jest już tak proste jak jeszcze kilka lat temu. Stresowałam się, bo w internecie można znaleźć mnóstwo sprzecznych informacji na ten temat. Dodatkowo jedna z tras prowadzących na Waynapicchu była przez cały czerwiec zamknięta z powodu renowacji.
Machu Picchu podzielone jest na strefy, a bilety kupuje się na konkretną trasę i godzinę wejścia. Trzeba je rezerwować z dużym wyprzedzeniem na rządowej stronie, która jest ciężka w obsłudze. Bilety na lipiec kupowaliśmy już w maju i wiele godzin było już w tym czasie wyprzedanych.
Zwiedziliśmy dwie trasy: 3A o 7:00, obejmującą wejście na Waynapicchu, oraz 2A o 13:00, czyli najpopularniejszą trasę prowadzącą przez ruiny. Osoby, którym nie udało się kupić biletów online, mogły próbować szczęścia w Aguas Calientes, ustawiając się wcześnie rano w kolejce po wejściówki na kolejne dni.
Ponieważ nasze zwiedzanie zaczynało się o 7:00, już o 6:00 staliśmy w kolejce do autobusu. Poranne wejście ma ogromną zaletę – to właśnie wtedy najczęściej można liczyć na najlepszą pogodę i widoki, z których słynie Machu Picchu. Ruiny położone są na wysokości około 2430 m n.p.m., a szczyt Waynapicchu, na który weszliśmy, znajduje się około 250 metrów wyżej.
Na Waynapicchu prowadzi część trasy wśród ruin. Końcowy odcinek jest stromy i nie nadaje się dla osób z lękiem wysokości. Widok ze szczytu zdecydowanie wynagradza jednak cały wysiłek. Miejsca na górze jest niewiele, a chętnych do zrobienia zdjęcia nie brakuje.
Schodząc, zatrzymaliśmy się na tarasach na śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć i na terenie ruin spędziliśmy praktycznie cały dzień.
Wieczór spędziliśmy jeszcze w Aguas Calientes, a do Cusco wróciliśmy pociągiem po północy. Warto wiedzieć, że do Aguas Calientes nie prowadzi żadna droga – można tam dotrzeć jedynie pociągiem lub pieszo, dlatego ceny transportu są wysokie. Alternatywą jest kilkudniowa wędrówka słynnym Szlakiem Inków, ale przy naszym napiętym planie liczyła się każda godzina.
Wejście na górę
Widok z góry na Macchu Picchu

Panowie czyścili mury szczoteczkami do zębów
Pociąg w Aguas Calientes