Łąka jeszcze ładna, obecnie głównie dzieki nawłociom i miscantom. Reszta już zemdlała. Bronię świeżo sadzone rośliny, ale te co w brzeziniaku prawie nie maja szans mimo podlewania. Drzewa zabierają im wilgoć do cna. U nas w sierpni tylko raz spadł drobniutki deszczyk, a temperatury mordercze. I ten nieustający silny wiatr....
Jak koparka przyjechała kopać w mule to dosłownie skrobała ziemię po centymetrze. Nie jest się w stanie wbić w głąb. Wilgoć pokazuje się najwcześniej na głębokości pół metra pod ziemią.
Za to w trakcie zbierania mułu upolowane trzy turkucie w przekroju wielkościowym od maleńkiego do dorosłego osobnika i to właśnie na tej głębokości co wilgoć.
A jak wracamy wieczorem z ogrodu cała okolica turkuciami gra. W naszej miejscowości otwarte są dwie stadniny w których są koniki i kucyki. Nie dużo po 2-5 koni. Ale to wystarczyło żeby je przyciągnąć. I tona obornika końskiego wywieziona w ubiegłym roku w pole. U nas ich nie było w ogrodzie słychać, a jednak nad rowem były.
Niesamowite jak różne sezony ogrodnicze mamy.
U mnie lato bylo najzimniejsze i najbardziej mokre odkąd pamiętam.
W zasadzie tylko parę dni nadawało się do tego aby określić je letnimi. Temperatury oscylowaly caly czas w okolicach 20 stopni.
Byly dwa ładniejsze weekendy.
Do tego ciągle opady.
W ubiegłych latach już od czerwca nie dawałam rady wbijać szpadla w ziemię.
Korzystalam z kilofa.
W tym tygodniu, bez żadnego problemu zdjęlam sobie kawalek darni (soczyście zielonej) i posadziłam rośliny..
Rosliny są zadowolone z wody.
Wszelkiego rodzaju grzyby rownież.
Mam zero warzyw.
Wysiałam ogórki w trzech partiach i doczekałam się czterech sztuk.
Mączniak potrafi pojawić się już na pierwszej parze liści.
Jednym slowem i tak źle, i tak niedobrze.
Kiepskawy sezon.