„Zielona ściana”.
Dla mnie mogło by tak zostać, bo piękna się ta ściana zwłaszcza jesienią gdy liście winobluszczu przebarwiają się na ognisto-czerwony kolor, ale sąsiad (jego jest mur) znowu zaczyna się czepiać…że niby wilgoć ma na tej ścianie…że niby robactwo łazi po pędach…. że winobluszcz niszczy mu elewację…że liście włażą przez okno do korytarza (okno nigdy nie jest otwarte, nawet jak liście są wycięte).
Ogólnie wiadomo, że wilgoci nie ma, bo korzonki bluszcza wyciągają wodę ze ściany, robactwo jest wszędzie zwłaszcza w jego zapuszczonym ogrodzie (kiedyś szczur wszedł do mojego garażu właśnie z jego ogrodu), a zniszczonej elewacji nie zauważyłam. Dodatkowo liście dają chłód latem bo ściana jest południowa i chronią przed deszczem, bo krople spływają po liściach nie pozwalając dostać się wodzie do muru. Ale niech mu będzie…woli ohydny beton niż roślinną ścianę…trudno.