Artykuły Forum Ogrody pokazowe Instagram Sklep
Logowanie
Gdzie jesteś » Forum

Znalezione posty dla frazy "kompostownik"

Joaśki ogród z wyobraźni - początki 13:34, 13 cze 2012


Dołączył: 11 lip 2011
Posty: 5104
Do góry
Dlatego wszysko trzymam na razie u babci
Głownie dlatego że będziemy robili kolektory poziome pod pompę ciepła i prawie całą działke rozkopiemy.
Aktualnie mam nawet problem z wyborem miejsca pod kompostownik, który chciałam założyć w tym roku (M trawę kosi i aż żal jej nie zebrać na kompost, a tego będę potrzebowała sporo przy sadzeniu),
Chyba wyląduje nad rzeczką, nawet M gwarantuje mi, że będzie mi dowoził kompost taczkami na górę działki - pożyjemy zobaczymy,
Różaneczniki - choroby i szkodniki 00:57, 12 cze 2012

Dołączył: 10 cze 2012
Posty: 35
Do góry
magja_ napisał(a)
Agambizu - będziemy rozmawiać z Adamem... spokojnie.... jeszcze kompostownik założy

Adam - bądź gentelmenem....


przepraszam
kompostownik mam ma pojemność 50 m3 od 12 lat zapełniany a że odcięty jest od reszty ogrodu wałem ziemi to pewnie poczekam aż się góra zrobi Już się rozglądam za roślinnością górską może limby

Nawóz EFFECT SPECIAL pH - ma niewłaściwy skład ale po dodaniu do gleby siarczanu amonu się wyrównuje i można przyjąć że jest w marę optymalny .
Szkółki podają że powinno się dodać 30 % siarczanu amonu do nawozu - mnie to nie przekonuje bo nie podają jaki nawóz stosują .
Dla mnie liczenie że worek ma 25 kg jest w zasadzie błędne bo przyjmuje się ilość czystego składnika więc dla mnie siarczan amonu to 20 % nawóz a resztę biorę z etykiety.
Więc kiedy pisze na worku 16-16-18 dla mnie to 4 kg azotu 4 kg fosforu i 4,25 potasu
Jednak podanie siarczanu amonu na początku wegetacji daje mi zbilansowanie tego niedoboru.

dlaczego akurat tak bo wkurzyło mnie podejście producentów nawozów - kolorowa etykietka i napis dla rododendronów więc cena może być z kosmosu bo rododendron jest dla bogaczy a nawóz dla kapusty z mocniejszym składem kosztuje 1/5 tej ceny. Absurd ale takie są prawa rynku
900 gram nawozu dla rododendronów - sprawdzałem wyda z siebie 40 litrów wody ( ale jaka wygoda podłączymy do węża i jazda ) nie będę pisał nazwy firmy bo każdy odnajdzie tą magiczną polewajkę .
Koszt od 18 zł do............... 48 zł !!!! Pozdrowienia dla szkółki rododendronów w Kórniku. Krzew z ziemi metr wysokości za 35 zł a nawóz - szkoda słów ;(

Mieszając nawóz z siarczanem pewnie uda nam się napełnić 277 takich cudownych pojemniczków

ja mam automatyczne podlewanie ale nie na rododendrony - wodę mam paskudną 30 stopni twarodości niemieckiej i 16 węglanowej . woda tak twarda że siekera z zazdrości zardzewiała .
Rododendrony podlewam albo ze stawu poprzez filtr i dozownik automatyczny albo podlewają się w czasie deszczu. To krzew lubiacy się otaczać wilgotnym powietrzem .
Na jakimś francuskim forum widziałem rozwiązanie pewnie skuteczne - pod krzakami rododendronów pojemniki z wodą, coś podobnego do naszych foremek do wypieków placków . Podobno ale ja lubię słowo podobno - skuteczne . Opis że właściciel pomysła jak mówi Ferdek z Kiepskich znalazł w takim pojemniku kilka opuchlaków ( podobno źle pływają ') ) . Nie jest to głupie rozwiązanie - ja preferuję kiedy rododendrony mają wilgotne podłoże podlewanie okolicy aby miały mikroklimat - Pomimo ostrrzeżeń że wilgoć to grzyb nie przejmuję się i za grzyba nie widzę na nich grzyba.

Padło pytanie na temat kwasku cytrynowego - na naszych stronach jest zero informacji no może że łyżeczkę na konewkę albo parę kryształków na litr do storczyków .
Parę lat temu szukałem i najwięcej opracowań było na stronach amerykańskich .
Kwasek cytrynowy rozkłada się w glebie w czasie 48 godzin na co się rozkłada nie wiem ale wiem że jak do basenu dodałem to glonów nie było za to woda straciła klarowność po tygodniu - wniosek jest pożywką dla pierwotniaków więc jest rozkładany biologicznie na CO2 i wodę .
Opracowania mówią o 270 gramach na 1000 galonów wody w podlewaniu ale przecież ilość zależy od jakości wody . Niektórzy podają że można stosować od 500 do 2000 gram na tonę wody więc przyjmując że ludzie stosują torebkę a 20 gram na konewkę jest też wiarygodnym pomysłem .
Postaram się jak będę miał czas odszukać to co mnie skłoniło do sięgnięcia po kwasek zamiast po siarkę. Nie mam zamiaru zaprzeczać że siarka jest zarejestrowana do zakwaszania ale przecież rozkłada się na kwas siarkowy siarkawy i siarczany . Z solami tak jest że jedne są rozpuszczalne w wodzie inne mniej ale zasolenie robią wszystkie. Nie mam zamiaru polemizować że można zakwasić sokiem z ogórków czy kapusty kwaszonej bo można i octem. Tylko zamiast różanecznkia w occie wolę korniszony.
Moim zdaniem zakup zdrowego krzaczka najlepiej takiego który oferują szkółki z ziemi daje 50 % gwarancji że nie będzie problemów - posadzimy go ze zdrowym rozsądniem i mamy 90% że będzie dobrze . Pozostałe 10 % to niestety my - nasze marzenia i nadgorliwość.
W 100% popieram autorkę Magja że rododendrony można przesadzać kiedy widzi się że coś jest nie tak albo uzna się że nowe miejsce będzie lepsze . Moim zdaniem to rośliny które to uwielbiają Nieraz słyszałem jak żona z wyższością twierdzi że jej pomysł aby czerwone przesadzić koło białych w miejsce fioletowych to był strzał w dziesiątkę bo lepiej rosną ( cóż jako kobieta zapomina że te filetowe też mają lepsze przyrosty )
Różaneczniki - choroby i szkodniki 22:48, 11 cze 2012


Dołączył: 17 cze 2011
Posty: 788
Do góry
Agambizu - będziemy rozmawiać z Adamem... spokojnie.... jeszcze kompostownik założy

Adam - bądź gentelmenem....
Różaneczniki - choroby i szkodniki 22:05, 11 cze 2012

Dołączył: 10 cze 2012
Posty: 35
Do góry
no fajnie się tak postraszyć

fytoftoroza - postrach każdego właściciela różaneczników - w tej chwili jest tak samo możliwe jej zatrzymanie jak zatrzymano chorobę kasztanowców w USA ( padło 3 miliardy drzew ). Właśnie w USA fytoftoroza zniszczyła tysiące hektarów lasów dębowych Nikt kasztanowców czy dębów nie podlewał wodą z rzeczki oczka czy stawu a jednak spustoszyła . Argumenty że w odstanej deszczówce siedzi już zarodnik grzyba jest śmieszny bardziej prawdopodobne jest że przyniesiemy go na butach czy ubraniu z jakieś szkółki. Dodamy do tego ptaki wędrowne i wychodzi absurd jak z matami na ptasią grypę - maty przed mieszalniami pasz a ptaki jakoś za cholerę nie chciały pieszo wchodzić do zakładów .
Takie dyskusje prowadzą do tego że zaczynamy się bać własnego cienia .
Miałem okazję widzieć kilkanaście szkółek różaneczników parę w europie i parę w azji - wszędzie stawy . Może wizyta u producentów np w Konstantynowie lub Bielsku widok stawu z którego podlewają azalie i rododendrony rozwieje tą akademicką dyskusję.
Jednak jak mamy się powoływać na internet to proszę bardzo postraszymy się na max

Mógłbym przytaczać w nieskończoność wieści z internetu i dodać świętą prawdę - grzyb ten przenosi się poprzez glebę wodę i powietrze - cóż likwidując te trzy składniki mamy pewność że nie zapuka do naszych drzwi. Likwidując jeden nie załatwimy problemu .

Naukowcy swoje głównym powodem rozprzestrzeniania się grzyba jest transport - coż sprzedać samochód i chodzić na boso ??? Jednak poważnie to 90% zarażonych krzewów przychodzi ze szkółek .

Może dla odmiany poczytamy lepsze wieści - że atakuje osłabione rośliny . To jest nasz punkt zaczepienia. Osłabione rośliny więc co zrobić aby je nie osłabić .
Podłoże i optymalne warunki - żadnego wysypywania kamieniem pod rododendrony !!!
Może to wygląda bajerancko ale polecam latem na boso po takich kamieniach przejść się parę razy.

Większość fotek które oglądałem na podobnych stronach i diagnoza że to już fytoftoroza jest błędna.
Od kilku lat rododendrony oferowane w sklepach i szkółkach to pogoń za nowościami - mało mrozoodporne odmiany i efekt - zimą przemarza miejsce połączenia korzenia z pniem i efekt jak po zarażeniu grzybkiem . Więc zamiast straszyć beczką z deszczówką należałoby napisać - efekt przemarznięcia brak łączności korzenia z liściami ( widok podobny jak przy fytoftorozie ) . Przypalone liście od słońca ( ach te kamyczki i zawistne spojrzenie sąsiadów że u nas tak ładnie ) . Larwy opuchlaka które dokładnie zniszczą komunikację przez objedzenie korzenia ( fytoftoroza ) .
Przenawożenie - wioczne przeważnie po 2 miesiącach od naszego lekkomyslengo działania (fytoftoroza) .
Taka jest prawda że obojętnie kto zamieści krzaczek z problemami zawsze znajdzie się inny i napisze że jego zdaniem to fytoftoroza .
Faktycznie lepiej powiedzieć że nie mieliśmy szans bo to nieuleczalne niż że własną głupotą załatwiliśmy krzaczek . Przecież lepiej brzmi że mąż umarł na raka niż że za dużo wypił denaturatu
W jaki sposób zimą kamienie osłonią oczko korzeniowe ?? w żaden !! W jaki sposób odmiana odporna na -15 da radę przetrwać w minus 30 ?? nie wiem . Nie podlewało się miesiąc więc teraz mu to wynagrodzimy i niech się nawet utopi .
Głupota to 99% niepowodzeń
Wracając do tematu to dlatego tak ważna jest warstwa kory - niektórzy zalewają krzew wodą tuż przed mrozami pewnie wychodząc z założenia że "iglo" eskimosa ogrzeje więc krzew też będzie miał lepiej . Niektórzy dosypują śniegu pozbierają z ulicy i na krzaczek niech ma czapeczkę ( jak ulica posypana solą to ostatnią czapeczkę ) .
Rododendrony mają liście jak laurowce twarde i trwałe - więc to nie mimoza że widać na nich od razu że coś jest nie tak.

Kompostownik - nikt o zdrowych zmysłach nie wrzuca zarażonych roślin
cóż mało kto jest przy zdrowych zmysłach i roślinę która mu pada daje do labolatorium.

Nie chcę prześcieradła a co do szklanki może trochę wiedzy że staw to nie zbiornik przeciwpożarowy i poświęcam mu więcej troski niż rododendronom. Procesy zachodzące w stawach z fauną i florą nie są bardziej ubogie niż te w kompostniku. Raz w miesiącu mierzę parametry wody - obserwuję rośłinność i różaneczniki które rosną przy nim na pierwszej lini frontu
Wizyta chociaż internetowa po najciekawszych miejscach w Polsce w których królują azalie i rododendrony bez trudu da odpowiedź że stawy i różaneczniki to rozsądne rozwiązanie .
Może staw kojarzy się z kaczkami i rzęsą wodną - staw to moje oczko w głowie i wymaga pracy większej niż 100 krzewów różaneczników !!!

Nie wiem jakie zbiorniki w kraju są zarażone phytophorą ale wiem że prędzej czy później będą zarażone wszystkie to tylko kwestia czasu. Podobno nie ma ogrodu gdzie nie dotarły już zarodniki tego grzyba. Podobno pracują nad nowym cudownym chemicznym związkiem który pomoże Podobno !!

Nie zabijajmy więc naszych krzaczków pod hasłem - przecież i tak czeka was smutny koniec.
Nie zwalajmy na fytoftorozę naszej wiary w cuda - że sierpniowy nawóz pomoże przetrwać zimę - w 100% zaszkodzi mniej lub bardziej . Nawozy dla leni typ osmocote jak szaleć to szaleć w maju taki na 6 miesięcy działania a jaki na gwiazkę będzie śliczny . To są błędy.

Nie zamierzam polemizować na temat kompostnika bo ja uważam że to moje wysypisko organiczne - ścięta trawa obcięte gałązki pozostałości z roślin ozdobnych i kwiatów . Taki przeżytek 20 wieku - z wieloma niespodziankami w środku. Może nasiona w 97% chwastów tam ginie ale co do grzybów to raczej nie ma szans - duża sprzedaż środków do uzdatniania kompostownika i cudowne preparaty odgrzybiające mówią mi że to nie moja droga w pozyskiwaniu kilku taczek ziemi .
To mój punkt widzenia - może spowodowany lenistwem a każdy leń znajdzie wiele argumentów żeby czegoś nie robić. Jednak nie stosuję kompostowej ziemi do różaneczników nie robię cudownych recpetur igliwie kompost torf . Biorę nieodkwaszony torf i śpię spokojnie . Obornik bydlęcy - cóż nie mam ani jednej krówki więc kupuję granulowany nie obrabiany termicznie .
Nie mam sentymentów - roślina pokazuje objawy chorobowe podchodzę do niej ekonomicznie - warta 10 euro więc nie zastosuje środków chemicznych za 20.

Czy naprawdę daję 200 gram siarczanu amonu na 10 litrów wody ?? Tak daję roztwór 2 % -
Zapotrzebowanie na azot amonowy wynosi 30-40 gram jednak siarczan amonu jest 20 % więc można policzyć że dawka musi być 5 razy większa. Oczywiście nie leję centralnie w krzak ale polewam obszar znajdujący się pod liściami czyli to jest dużo więcej niż metr kwadratowy . Oczywiście ja znam swoją glebę i zastosowałem ten sposób na krzaku który był najmizerniejszy w ogrodzie - kiedy po miesiącu miał świeże przyrosty po 10 cm uznałem że autor takiego potraktowania krzaczka miał rację . W następnych latach pierwsze co podaję to własnie siarczan amonu w kwietniu a w maju czerwcu i lipcu pełną dawkę nawozową płynną 0,3 % Dawkowanie bezpieczne bo za pomocą dozownika DOSATRON . Od sierpnia już nic nawet stosuję płukanie - czyli podlewanie podlewanie podlewanie a że mam lekką ziemię w której 1000 litrów wody robi plamę o średnicy 1 metra więc w moim przypadku sposób jest zupełnie bezpieczny. Kiedyś dałem wodę ze stawu do analizy aby mieć pewność czy zawartość nawozów nie brać pod uwagę w podlewaniu - efekt okazało się że panuje tam głód - lepszy głód niż glony i rogatek z moczarką
Różaneczniki - choroby i szkodniki 14:38, 11 cze 2012


Dołączył: 17 cze 2011
Posty: 788
Do góry
Witam Cię Adamie na forum. W 100% zgadzam się z duchem tego co napisałeś, cieszę się że jest ktoś kto ma podobne podejście do tych roślin i na dzień dobry radzi zakup kwasomierza. Może niekoniecznie aż tak drogiego - płytkowe na płyn Heliga będą dawały radę, forumowicze wiedzą że mają zwracać uwagę na termin przydatności płynu.
Duch jest podobny, mam parę pytań i mam nadzieję że dowiem się nowych rzeczy, z paroma rzeczami mogę dyskutować - z tym że bez używania określeń nowobogackie , straszne przesadzanie, głupie rady....

Akurat ta głupia rada - co do nieużywania wody z jeziorek, oczek wodnych czy ZBYT DŁUGO ODSTAŁEJ deszczówki, tyczyła się zoosporangia fytoftorozy z zarodnikami pływkowymi mogących tam rezydować a nie wartości takiej wody. Jest niezalecane przez hodowców tych roślin ze względu na wyniki ostatnich badań nad tymi patogenami i jego szybki rozwój i ewolucję. Od 2000 roku odkryto kolejnych 26 mutacji tego grzyba a głównym źródłem zakażenia jest gleba i ... woda. Ale i powietrze przenosi zarodnie pływkowe na kilkadziesiąt metrów. Wystarczy przeszukać internet - znajdziemy sporo inf. w jakich rejonach Polski zbiorniki wodne są zakażone grzybami phytophora. Różaneczniki są jednymi z roślin których podatność na tę chorobę jest bardzo wysoka. Pojawiają się już ogrody całe zniszczone przez tę chorobę - także jak ktoś chce to podlewa, ale trzeba mieć świadomość tego nowego zagrożenia. Może to i jest straszne przesadzanie - dopóki się nie widzi tej choroby na żywo w ogrodzie.
Masz rację że alkaliczność takiej wody jest niższa niż tej z wodociągów i pozbawiona jest chlorków więc jest lepsza dla roślin - ale tylko pod tym względem. .

A z drugiej strony odradzasz kompostownik do którego nikt o zdrowych zmysłach nie wrzuca zakażonych odpadków. Musiałyby też znaleźć się tam patogeny z formami przetrwalnikowymi gdyż inne postaci zginą wraz z rozkładem żywiciela. Zresztą prawda znana jest od 100 lat że właściwie przygotowana pryzma działa jest odkażacz, temp. w niej panująca jest nie do zniesienia nie tylko przez część patogenów ale i niszczy nasiona niektórych chwastów.

Nie chcesz prześcieradła od zakażonego na tyfus a każesz pić z tej samej szklanki? hmmmm....

Z reszta w zasadzie się zgadzam...

Pozdrawiam.



Danusiu - ten post Adama może powinien się znaleźć w sadzeniu i pielęgnacji?. Jeśli zajrzysz to proszę przenieś - ja nie wiem jak.
ogrodoweimpresjejolki 22:38, 08 cze 2012


Dołączył: 22 lis 2010
Posty: 11868
Do góry
Celina napisał(a)



Odchwaszczanie, odchwaszczanie, podlewanie, podlewanie , ... to dzisiaj główne zajęcia moje i M.
A potem szybciutko do domu, bo EURO trzeba było zainaugurować.

Wyrzucając kolejne wiaderko chwastów na kompostownik pomyślałam, ze będzie z nich chociaż jakiś pożytek


Piękna ta róża! Doczekałaś sie Jolu kwitnienia
U mnie też M. kukał na zegarek!!dzisiaji jutro dalej plewionko, bo masakra sie zrobiła!!


Doczekałam, doczekałam A jutro pewnie ta będzie przyciągać mój wzrok



Dziś jeszcze mogłam cieszyć się bodziszkiem





Ale ma pączków!! zrób fotkę!!koniecznie.
A bodziszek wielkokwiatowy zamawiam.Bo nie mam!! Mam korzeniasty .Możemy zrobić machniom!


Fotka będzie obowiązkowa,nawet beza przypominania.

A bodziszka wykopię po kwitnieniu dużą karpę, Daj znać czy przyjedziesz z męskim ramieniem czy ma wysłać ...
ogrodoweimpresjejolki 22:33, 08 cze 2012

Dołączył: 21 lut 2012
Posty: 4816
Do góry
jotka napisał(a)


Odchwaszczanie, odchwaszczanie, podlewanie, podlewanie , ... to dzisiaj główne zajęcia moje i M.
A potem szybciutko do domu, bo EURO trzeba było zainaugurować.

Wyrzucając kolejne wiaderko chwastów na kompostownik pomyślałam, ze będzie z nich chociaż jakiś pożytek


Piękna ta róża! Doczekałaś sie Jolu kwitnienia
U mnie też M. kukał na zegarek!!dzisiaji jutro dalej plewionko, bo masakra sie zrobiła!!


Doczekałam, doczekałam A jutro pewnie ta będzie przyciągać mój wzrok



Dziś jeszcze mogłam cieszyć się bodziszkiem





Ale ma pączków!! zrób fotkę!!koniecznie.
A bodziszek wielkokwiatowy zamawiam.Bo nie mam!! Mam korzeniasty .Możemy zrobić machniom!
ogrodoweimpresjejolki 21:52, 08 cze 2012


Dołączył: 22 lis 2010
Posty: 11868
Do góry
Celina napisał(a)

Odchwaszczanie, odchwaszczanie, podlewanie, podlewanie , ... to dzisiaj główne zajęcia moje i M.
A potem szybciutko do domu, bo EURO trzeba było zainaugurować.

Wyrzucając kolejne wiaderko chwastów na kompostownik pomyślałam, ze będzie z nich chociaż jakiś pożytek


Piękna ta róża! Doczekałaś sie Jolu kwitnienia
U mnie też M. kukał na zegarek!!dzisiaji jutro dalej plewionko, bo masakra sie zrobiła!!


Doczekałam, doczekałam A jutro pewnie ta będzie przyciągać mój wzrok



Dziś jeszcze mogłam cieszyć się bodziszkiem



ogrodoweimpresjejolki 21:41, 08 cze 2012

Dołączył: 21 lut 2012
Posty: 4816
Do góry
jotka napisał(a)
Odchwaszczanie, odchwaszczanie, podlewanie, podlewanie , ... to dzisiaj główne zajęcia moje i M.
A potem szybciutko do domu, bo EURO trzeba było zainaugurować.

Wyrzucając kolejne wiaderko chwastów na kompostownik pomyślałam, ze będzie z nich chociaż jakiś pożytek


Piękna ta róża! Doczekałaś sie Jolu kwitnienia
U mnie też M. kukał na zegarek!!dzisiaji jutro dalej plewionko, bo masakra sie zrobiła!!
ogrodoweimpresjejolki 21:05, 08 cze 2012


Dołączył: 22 lis 2010
Posty: 11868
Do góry
Odchwaszczanie, odchwaszczanie, podlewanie, podlewanie , ... to dzisiaj główne zajęcia moje i M.
A potem szybciutko do domu, bo EURO trzeba było zainaugurować.

Wyrzucając kolejne wiaderko chwastów na kompostownik pomyślałam, ze będzie z nich chociaż jakiś pożytek
Eksperyment ogrodowy Beaty 20:29, 08 cze 2012


Dołączył: 08 cze 2011
Posty: 7829
Do góry
Beatko, pięknie u Ciebie !
w dodatku te warzywka...i owoce.... no superaśnie
i kompostownik, brawa dla M. Fajnie jak nasi mężowie pomagają
ogrodoweimpresjejolki 09:14, 06 cze 2012


Dołączył: 22 lis 2010
Posty: 11868
Do góry
malgocha1960 napisał(a)
Mój,mimo,ze był pod ogromnym wrażeniem ogrodu Bożenki to jest nadal antyogrodowy.Długo pracuje i w zasadzie nie ma czasu,a jak jest czas to woli film obejrzeć.
Wracając do hortensji ogrodowych to u mnie kwitły w chwili zakupu,a potem podziwiam tylko liscie i dlatego przerzuciłam się na różne odmiany bukietówek,są zawsze niezawodne,a tez przepiekne.


Małgosiu, u mnie też to "trochę" trwało Nie trać nadziei Oprócz czekania na zmianę należy stosować metodę chwalenia - najlepiej w obecności osób trzecich - za każdy dobry uczynek w ogrodzie - pomaga i przyspiesza proces wciągania w ogrodowe hobby (już widzę minę mojego M. jak to czyta).

Bukietówkę mam na razie jedną i ciągle jeszcze liczę, na ogrodowe... Wierzę, ze jak w bajce musi być sposób na te śpiące królewny A jak nie to przyjdzie czas na kompostownik ...
Pozdrawiam
Ogród Asi 09:26, 05 cze 2012


Dołączył: 21 maj 2012
Posty: 26
Do góry
Witam Was Danusiu, beta i moni, wiem, ze sporo wysiłku mnie kosztuje nie tylko fizycznego. Kompostownik oczywiście zorganizuję i myślę, że od razu ustawię go za szopką, a póki co nawóz mam od teścia z działki, który hoduje ptactwo
Mam trochę zapału, i chciałam wytyczyć rabatę wokół zmizerniałych po zimie tui, ale jak wracam z pracy to leje. Pogoda zdecydowanie mi nie pomaga.
A propos tui - jak mogę je postawic do pionu? Narazie niektóre obwiązaliśmy taśmą, żeby nie wyglądały na takie płaczące i słaniające się.

Ogród Asi 16:11, 03 cze 2012


Dołączył: 09 lip 2010
Posty: 77375
Do góry
Witaj Asiu, przy sadzeniu roślin koniecznie włóż sporo wysiłku w przygotowanie dołka do sadzenia, musi byś sporo większy niż bryła, podsyp roślinkę kompostem , koniecznie...potem podlewaj. to najważniejsze. Potem odchwaszczanie. Znowu podlewanie i nawożenie.


Zadbane rośliny się odwdzięczą i nie uschną.

Jeszcze dodam, zainwestuj w duży 3 komorowy kompostownik.. tyle odpadów roślinnych zamieni się w pełnowartościowy nawóz dla roślin..i to za darmo

https://www.ogrodowisko.pl/artykuly/9-kompost-w-ogrodzie-czyli-wszystko-co-organiczne-nie-zmarnuje-sie
Biało-Fiolet 19:20, 31 maj 2012


Dołączył: 06 mar 2012
Posty: 631
Do góry
Już kilkanaście dni temu stanęły skrzynki. Większe to kompostownik mniejsze warzywnik. Tutaj już pomalowane z pierwszego.

Potem sypneliśmy ziemi takiej sobie

A potem super czarnej. A sypanie wyglądało tak
I teraz już sadzenie i sianie zostało. Może jutro, może w sobotę
Ogrodnik mimo woli 21:52, 30 maj 2012


Dołączył: 13 sty 2012
Posty: 50494
Do góry
Marzena2007 napisał(a)

Magda, te pienne możesz uprawiać wszędzie, nawet w donicze, przy czym pisze "pienne", bo mnie te ich wąsy denerwowały..... i teraz je prowadzę jako zwykły krzak... W pierwszym roku poustaiwałam drabinki by siępieły, ale on się same nie pną, można je prowadzić podwiazując do czegoś....a tego to już mi się kompletnie nie che robić. Poza tym lespze i więskze owoce majajak siepozbywam tych rozłogów... A rozłogi majastraszne jak sieich w porę nie ucina..konkurowac mogą z nimi tylko odrosty w pomidorach.... bo jednego i drugiego nigdy nie zdąże uciąc na czas... To co odcinam wyrzucam do śmietnika, bo inaczej zaadaptowały by sobie kompostownik... one rosna WSZĘDZIE i na wszystkim... z wyjątkiem moich przyjaciół (od któych je dostałąm......), bo u nich nie chcą wogle rosnać. Natomiast wszyccy którym dałam troche tego dobra....chwala sobie. Pierwszy rzut maja bardzo obfity....potem chwilka przerwy..i już systematycznie (ale dużo mniej) do pierwszego opadu śniegu....
To foto z 16 pażdziernika, potem przyszedłprzymrozek..i kwitły, ale juznie dojrzewały bo za zimno i za mało słońca było....
Jak wyglądaja teraz zrobię foto jutro...


Co Ty piszesz, to truskawki owocują do października??????

Piszę że owocują do przymrozków..byle słoneczko było, bo bez tego nie dojrzewają...... W marcu na krzakach znalazłam kwitnące truskawki.. oczywiście nie zawiązały owoców, ale głupie próbowały to zrobić ...
Ogrodnik mimo woli 21:43, 30 maj 2012


Dołączył: 22 sty 2012
Posty: 57998
Do góry
asc napisał(a)
Magda, te pienne możesz uprawiać wszędzie, nawet w donicze, przy czym pisze "pienne", bo mnie te ich wąsy denerwowały..... i teraz je prowadzę jako zwykły krzak... W pierwszym roku poustaiwałam drabinki by siępieły, ale on się same nie pną, można je prowadzić podwiazując do czegoś....a tego to już mi się kompletnie nie che robić. Poza tym lespze i więskze owoce majajak siepozbywam tych rozłogów... A rozłogi majastraszne jak sieich w porę nie ucina..konkurowac mogą z nimi tylko odrosty w pomidorach.... bo jednego i drugiego nigdy nie zdąże uciąc na czas... To co odcinam wyrzucam do śmietnika, bo inaczej zaadaptowały by sobie kompostownik... one rosna WSZĘDZIE i na wszystkim... z wyjątkiem moich przyjaciół (od któych je dostałąm......), bo u nich nie chcą wogle rosnać. Natomiast wszyccy którym dałam troche tego dobra....chwala sobie. Pierwszy rzut maja bardzo obfity....potem chwilka przerwy..i już systematycznie (ale dużo mniej) do pierwszego opadu śniegu....
To foto z 16 pażdziernika, potem przyszedłprzymrozek..i kwitły, ale juznie dojrzewały bo za zimno i za mało słońca było....
Jak wyglądaja teraz zrobię foto jutro...


Co Ty piszesz, to truskawki owocują do października??????
Ogrodnik mimo woli 21:23, 30 maj 2012


Dołączył: 13 sty 2012
Posty: 50494
Do góry
Magda, te pienne możesz uprawiać wszędzie, nawet w donicze, przy czym pisze "pienne", bo mnie te ich wąsy denerwowały..... i teraz je prowadzę jako zwykły krzak... W pierwszym roku poustaiwałam drabinki by siępieły, ale on się same nie pną, można je prowadzić podwiazując do czegoś....a tego to już mi się kompletnie nie che robić. Poza tym lespze i więskze owoce majajak siepozbywam tych rozłogów... A rozłogi majastraszne jak sieich w porę nie ucina..konkurowac mogą z nimi tylko odrosty w pomidorach.... bo jednego i drugiego nigdy nie zdąże uciąc na czas... To co odcinam wyrzucam do śmietnika, bo inaczej zaadaptowały by sobie kompostownik... one rosna WSZĘDZIE i na wszystkim... z wyjątkiem moich przyjaciół (od któych je dostałąm......), bo u nich nie chcą wogle rosnać. Natomiast wszyccy którym dałam troche tego dobra....chwala sobie. Pierwszy rzut maja bardzo obfity....potem chwilka przerwy..i już systematycznie (ale dużo mniej) do pierwszego opadu śniegu....
To foto z 16 pażdziernika, potem przyszedłprzymrozek..i kwitły, ale juznie dojrzewały bo za zimno i za mało słońca było....
Jak wyglądaja teraz zrobię foto jutro...
Ogród w Holandii 21:48, 29 maj 2012


Dołączył: 31 paź 2010
Posty: 44149
Do góry
Agatko śliczne róże takie tłuściutkie hortensja od dołu Ci zakwita, bo pobrała więcej soków, zanim doszły do góry bo widzę,że to macrophylla mam taki bluszcz, którym chciałam zasłonić kompostownik, a on na złość byle jak rośnie Twój jest super
Mój jesienny ogród 20:25, 27 maj 2012


Dołączył: 02 lut 2012
Posty: 1924
Do góry
ASC-weczorkiem teraz
Bogda dam Ci na razie do poczytania o dżdżownicach kalifornijskich a o EMach poszukam jakiegoś linka, bo nie mam czasu. Teraz
pkażę jak wygląda moja hodowla kalifornijki. Pojemniki ustawione są pod kątem aby biohumus spływał do niebieskiego pojemnika.

Tak wyglądają z bliska.

To są kastry plastikowe 40 l

Teraz trochę info o dżdżownicy kalifornijskiej.
Czym różni się od innych "robaków"?Przede wszystkim tym, że do życia potrzebne jest jej podłoże o niewielkiej głębokości. Różnica między nią a innymi dżdżownicami polega także na tym, że "kalifornijka" trzyma się swego siedliska cały czas, nie uciekając z niego jak jej "dzicy" pobratymcy.
Są to cienkie, czerwono-brązowe dżdżownice, o długości ciała (dorosłe) około 9 cm, średnicy 3 do 5 milimetrów, ilości segmentów (pierścieni) od 80 do 120. Osiągają wiek - do 16 lat, dojrzałość płciową zaś po ok. 100 dniach życia. Żyją gromadnie, nie chorują na żadne choroby bakteryjne, ani wirusowe. Hodowla w ciągu roku, przy zapewnieniu dżdżownicom optymalnych warunków, zwiększa swoją liczebność 21 razy (jeśli jest prowadzona "na wolnym powietrzu" - 9 razy). Dodam, że niektóre źródła podają, że jedna dżdżownica składa rocznie do 900 jaj, lecz (w świetle wyników badań nad zwiększaniem biomasy) widocznie nie ze wszystkich wylęgają się młode.
Biohumus to nic innego jak ciemna , bez jakiegoś specyficznego zapachu, bogata w składniki pokarmowe, o stabilnej strukturze – próchnica. W jej wytworzeniu z wszelkich resztek organicznych dzielnie pomagają ogrodnikom – dżdżownice. Najlepsze warunki do większej produkcji biohumusu (wermikompostu) można przygotować zakładając kompostownik, zabezpieczony od spodu folią a najlepiej betonem. Tak powinniśmy to skonstruować aby humus spływał do zakopanego w ziemi pojemnika. Pryzma powinna być duża aby dżdżownice miały szanse schować się przed mrozem. Jako stanowiska hodowlanego możemy użyć również pojemnika o wysokości od 15 do 40 cm. Może być to drewniana lub plastykowa skrzynka, pod którą ustawiamy pojemnik na spływający humus. Dżdżownica potrzebuje do budowy osłonek jaj (tzw. kokonów) celulozy, dno pojemnika można wyłożyć ścinkami papieru lub drobnymi trocinami z drewna drzew liściastych. Celuloza jednakże znajduje się też w opadach roślinnych i jej ilość powinna być wystarczająca dla potrzeb tych skąposzczetów.
Pojemnik wypełnia kompostem i odpadkami roślinnymi. Najlepszym jednak podłożem jest sezonowany minimum 8 miesięcy obornik krowi. Stosuje się też sezonowany (min. 0,5 roku) nawóz koński i świeży - króliczy. Nie zaleca się podawania obornika świńskiego czy odchodów kurzych, w związku z tym, iż są nazbyt toksyczne. Jeśli dodaliśmy do podłoża papier, powinno się podlewając "substrat" odczekać do momentu jego rozłożenia się. Następnie w pojemniku umieszcza się dowolną ilość dżdżownic. W zależności od ich ilości należy zapewnić karmę i wielkość środowiska życia (wysokość lub powierzchnię podłoża) tak, by mogły się w nim w miarę swobodnie przemieszczać.
Ja trzymam dżdżownice w 4 kastrach plastikowych 40 litrowych. Optymalna temperatura hodowli to 18 stopni Celsjusza. Rozpiętość temperatur może jednak wynosić od 5 do 38 stopni C. Dżdżownice nie znoszą dużego nasłonecznienia, a w temperaturze powyżej 40 stopni C giną. Trzeba też wiedzieć, że potrzebują one bardzo dużej wilgotności - bo aż 80% - podłoża. Poziom wilgotności utrzymujemy podlewając hodowlę wodą z kranu, ja zbieram fusy z herbaty i kawy do wiaderka i tym polewam. Ph podłoża powinno zawierać się w granicach 6 - 8 (dodam, że "wydaliny" dżdżownic - biohumus - posiada Ph 6,5 do 8.
Dla celów estetycznych, pojemnik w którym trzymamy dżdżownice, można przykryć. Hodowla nie wydziela nieprzyjemnych zapachów, więc można ją umiejscowić w dowolnym miejscu, mając na względzie podany wcześniej zakres temperatur. Karmienie - można podawać im odpadki kuchenne takie jak: pozostałości z posiłków, fusy, ogryzki, obierki, papier albo trociny. Trzeba wiedzieć, że jednak nie wszystkie odpady nadają się na karmę dla dżdżownic. Należą do nich białka zwierzęce i tłuszcze (następuje tzw. zatrucie białkowe i śmierć robaków). Tym samym resztki składające się z np. mięs i sosów nie są wskazane. Karmę podajemy na wierzch hodowli.
dżdżownice akumulują w swoim ciele około 40 do 50% szkodliwych substancji (m.in. metali ciężkich) pochodzących z "przechodzącej" przez nie karmy. Proces prezerabiania trwa około 2 m-cy. W rezultacie otrzymuje się cenny nawóz organiczny tzw. „ kompost dżdżownicowy- wermikompost” stanowiący 30% masy wyjściowej. Dobrej jakości kompost ma szerokie zastosowanie w uprawie roślin metodą ekologiczną. Pozwala utrzymywać produktywność gleb na wysokim poziomie i podnosi znacząco jakość produktów rolniczych. Humus dżdżownicowy ma niezmiernie bogatą florę bakteryjną, przekraczającą kilkuset krotnie liczebność mikroorganizmów żyjących w oborniku. Naturalny obornik jest tylko surowcem w procesie humifikacji materii organicznej. Zawarte w nim części organiczne muszą ulec wielokrotnym przemianom, aby mogły być wchłonięte przez roślinę w celu nawożenia. Humus natomiast, uzyskany dzięki pracy dżdżownic jest źródłem substancji, które rośliny są w stanie wchłonąć prawie natychmiast. Stąd tak duża popularność humusu w „ratowaniu” roślin, gdyż szybkość działania jest podobna jak w przypadku nawozów mineralnych. Warto podkreślić również to, że przedawkowanie wermikompostu jest niemożliwe. Na gleby słabe na 1 ar rocznie powinniśmy zastosować ok. 30 – 40 kg humusu , na gleby średnie i dobre ok. 20 -30 kg, natomiast na gleby bardzo dobre 20 kg .Tak przedstawia się pełny cykl zamknięty produkcji biohumusu do nawożenia roślin na działce w ogrodzie czy też upraw pod osłonami.
Miesiąc maj to bardzo dobry czas na zakładanie pryzm kompostowych do produkcji biohumusu.
Korzystanie z portalu ogrodowisko.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies