Często dyskutujemy teraz na wątkach o ulubionych różach, o tych, które pięknie u nas rosną i o tych, co nie rokują zbyt dobrze.
Obserwując swoje róże mogłam sama doświadczyć tego, że ta sama róża może się sprawować bardzo różnie.
Rozarium Uetersen przy pergoli "warzywnej" i "wirażowej".
Posadziłam kiedyś "doktorka"(SddJ) na rabacie studziennej pod jabłonką Olą. Każdego roku łapał rdzę, kwitł kiepsko. Przeniosłam go na bardziej słoneczne stanowisko między rosę rugosę i Mary Rose. Odżył. Kwitnie, nie choruje, zaczął budować ładny krzaczek, ale w pokroju zupełnie odmienny od tego, który rośnie na skarpie.
Tu pokrój tej drugiej róży.
Doszłam do wniosku, że jeśli coś kiepsko rośnie, to warto szukać nowego miejsca. Często może nas zaskoczyć efekt. Do trzech razy sztuka.

Ewentualna eksmisja dopiero po trzech nieudanych podejściach.