To nierozsądne w pierwszy dzień wiosny otwierać ogród dla Gości.
Zbyt duży nakład pracy (ze strony Pokazującego) i zbyt mało jeszcze wrażeń ogrodowych (dla Oglądającego). Przecież ogród jeszcze śpi. Ja się nie dziwię, że nikogo nie było.
Tyle w tym temacie.
W tym roku w czerwcu gościłam w Gdańsku i odkrywszy, że pewien innym popularny bardzo ogród jest niedaleko, pognałam, żądna wrażeń i nowych pomysłów ogrodowych.
Rozczarowanie to najdelikatniejsze z określeń. To nie ogród, to nawet nie namiastka ogrodu. Skala - mikro, rośliny - pospolite (rabaty angielskie zaminowane sadźcem, żeby na gęste i wypasione wyglądały).
Wiedza ogrodnicza osoby oprowadzającej - dyskusyjna (ktoś ze zwiedzających pokazał mu zdjęcie rośliny, z pytaniem, co to jest, bo w Danii rosło i mu się podobało. Pan nie wiedział. To była rodgersja czekoladowa.)
Ale reklama robi swoje - ludzi było mnóstwo, parking cały zastawiony.
Ja nie jestem spokojna, tylko uparta jak osioł.
Bardzo drażni mnie ten ogrodowy bałagan. Tyle lat już mieszkamy, a ogród to wieczny plac budowy. Zawsze leżą jakieś łoparki, wiaderka, sterty ziemi, worki, siatki, węże do podlewania, doniczki... Dobrze, że chociaż od frontu, kwestie wykopaliskowe zostały uregulowane. Choć nadal przed domem dosypana ziemia jest za nisko i trzeba będzie to jakoś podnieść.
Może po wydaniu wiosną seslerii heuflera i tyrzycy pagórkowatej, zdecyduję się poprawienie poziomu pasa wzdłuż kostki, skoro i tak bedę tam coś sadzić od nowa. Dumam nad posadzeniem ciemierników wzdłuż całej ścieżki.
Ach, gdyby istniała niziutka hakonechloa, tak do 20/30cm! Ale nie ma czegoś takiego.
Cieszę się, że werykulacja już za nami. Jeszcze ostatnia dawka nawozu, bez azotu. No i ciągłe grabienie trawnika, żeby na zimię nie zostały na nim liście.
Mam taką małą nadzieję, że może dzięki murkom resztki liści nie będa tak często lądować na położonym niżej trawniku. Może udałoby się potraktować liście kosiarką bezpośrednio na tych usypanych poziomach? Gdyby było pochyło to nie było możliwe.
Odnośnie żurawki to pewnie masz na myśli Citronelle. Tę rosnącą przy ściecznicach, nie lubiącą słonca, o której wspomniałam w poście dla Tess.
Tess.
Poznajesz świecacą roślinkę w lewym dolnym rogu zdjęcia ze świecznicą Brunette?
Żurawki od Ciebie były testowane w różnych miejscach. Wydaje się, nawet niewielka ilość letniego, zachodniego słońca prowadziła do rudawych plam przypominających grzyba.
Dopiero gdy wsadziłam ją w miejsce, gdzie bezpośrednie słońce jest latem tylko z rana, plamy znikły.
Bardzo ją lubię. Tarasy są w cieniu, więc powinny być dla niej dobrym miejscem.
Tess. Jak miło znów Cię usłyszeć! Dziękuję.
Mam nadzieję, że ze zdrowiem już lepiej.
Przycinam heulerianę i turzyce pagórkowate, żeby móc sprzątnąć żołędzie. Przed domem skłaniam się także do wiązania na zimę hakone. Pozostawianie na zimę długich, przylegających do ziemi traw powoduje przymarzanie źdźbeł do ziemi. Przed domem, od północy, ziemia długo odmarza. Gdy trawa przymarza do ziemi nie jestem w stanie wiosną tego bałaganu posprzątać.
Sesleria jesienna rośnie od południa. Przed zimą ją przytnę. Ale zamierzam ją oddać, bo po co mi trawa, która się pokłada, skoro mogę mieć w tym miejscu piękne hakone.
Przed wyjazdem do Słowenii kupiłam przewodnik Alpy Julijskie wydawnictwa Sklepu Podróżnika. Bardzo polecam. Bez niego niewiele bym wiedziała o tym, na jaką trasę się pakuję.
Przeglądając przewodnik przed wyjazdem, w części o roślinności, autor wspomina o "selserii". Zaintrygowało mnie to, bo to przecież "sesleria", a nie "selseria". Muszę dopytać wydawnictwo dlaczego użyto takiej nazwy.
Murki super, psze Pani! Świetny efekt.
Słowenii zazdroszczę. Nasze plany wakacyjne pokrzyżowały choroby i operacje. Nawet na działce byliśmy w tym roku raptem dwa razy tylko.
Nie przycinasz seslerii jesiennej? Nie lubię takich rozczochrańców, dlatego ścinam stipę, jak tylko zaczyna się kłaść pod ciężarem nasion (pięknie odrasta, znowu zieloniutka), przycięłam seslerię heufleriana i jesienną też.
Ula, hortensję na pniu o docelowej wysokości pnia można szybko uzyskać ukorzeniając długi, prosty, dość gruby patyk.
Nie pokażę teraz, bo od dawna zdjęć ogrodowi robię, ale mam dwie wysokie zaledwie kilkuletnie), z własnego .
Nawet jeśli to jaja, to nie opuchlaka tylko innej francy jakiejś... Guniak czy jak mu tam? Nie, już wiem, ogrodnica niszczylistka. Coś się panu producentowi pomerdało.
Ja odkryłam w ubiegłym roku, czemu moja kudłata tak mi kopię i ryje w trawie. Ona za pedrakami tak. Nie wiem, jak je wyczuwa, ale wyczuwa. I dzięki temu niestety ich żywot ulega szybkiemu zakończeniu. Ale to nie opuchlakowe, tylko jakieś większe chrząszcze.
Tess - chyba Cię myślami o rabacie kopytnikowej u Hani ściągnęłam Dzięki za głos Jestem na etapie wiary, że żółte kuleczki to nie ślimaki, nie opuchlaki, a nawóz (nie-wiadomo-skąd)
Martka - postanowiłam podejść do sprawy optymistycznie, będzie co będzie I żółte kulki i żywopłot mam na myśli Lekcja ogrodowej cierpliwości - odcinek sryliard101
Wiem, że w "wywodzie naukowym" swego czasu uznałam to za jaja opuchlaków, ale po kilku latach, ktoś tu na O. to sprostował. Jaja opuchlaków są podobno dużo mniejsze, prawie niewidoczne gołym okiem, bo w dodatku przezroczyste.
Te kulki uznano za nawóz.
No, nie wierzę Wszelki duch!
Toż przecież wiem, że Cię dawno na O. nie było.
Od dawna wyglądam i zaglądam, ale im bardziej zaglądam do środka, tym bardziej Gusiarza tam nie ma
Rany, Agnieszko, strasznie się cieszę, że się odezwałaś.
Nawet nie wiesz, jak bardzo mi Cię brakuje
Idę zobaczyć, co zameldowałaś u siebie.