Joku, mój Kajtuś pozwala się czesać, pod warunkiem, że nie zbliżam się do oczu. Niestety, i tam muszę dotrzeć, wtedy on warknie i nawet chapnie, ale mnie to chapnięcie tak rozśmiesza, że parskam śmiechem, a on zaraz mnie liże na przeprosiny. Potem patrzymy sobie w oczy, przytulam go, i czuję jaki jest szczęśliwy. Rozmawiam z nim, i on wie o co chodzi. Tylko mój mąż wtrąca się, i mówi, to pies a nie człowiek, ze mną porozmawiaj. I co jest najdziwniejsze, że chodzi przy panu. Nawet jak go proszę, żeby usiadł przy mnie, to szczególnie wtedy idzie wprost do pana, i zza jego nóg patrzy jaką mam minę, że mnie zrobił na szaro. Karmię go, czeszę, kąpię, leczę, a on mnie uważa chyba za "służbę" swoją, i pana też... Dodam, że rzepów to miał tyle, i to dwa razy, że został ogolony prawie na łyso, tylko z litości mu kołnierz futrzany na zimę zostawiłam.