No, dziś wieje, zdrowaśki pomogły, dzięki Tyno, trochę przesycha, jako tako się położyło. Chwała dla moich pracowników, w tej ulewie i błocie pracowali, poprzemakali na wylot. Nie ma słów po prostu, jacy są oddani. No i mój mąż Witek, nie ma sobie równych... teraz już tam kończą, a ja jutro pojadę dosadzać ostatnie rośliny, kolorowe krzewy na lewą stronę i różaneczniki.