Tak,to prawda,ogród chcieliśmy tak wkomponować w cudne otoczenie,żeby nie było granic,więc postanowiliśmy go nie grodzić. Po prostu. Szczególnie zależało nam na panoramie i tam naturalną granicą jest miedza.Z prawej strony i częściowo przodu oddzieliliśmy nasz teren od pól i od drogi żywopłotem z ligustra. Nie ma płotów i nie ma bramy. Przez symboliczną bramkę-pergolkę prosto z drogi wejść może każdy,a nikt nie proszony nie wchodzi. Tak to jest na naszej wsi i niech tak zostanie!
Tak więc,wracając do historii,jesienią 2005 rozpoczęło się sadzenie 150 m ligustrowych patyków,które po posadzeniu zostały krótko przycięte i w niczym nie przypominały tego,czym są teraz. Praca mozolna,ciężka,ale jakie efekty!
Pisałam na początku o drodze wierzbowej,która nas zauroczyła i przywiodła to miejsce. Proszę spojrzeć jak ta droga wygląda zimą i czy można się było jej oprzeć?
Jesienią tego samego roku rozpoczęliśmy również sadzenie lasu,co opiszę w następnym odcinku historii. O dzikiej zwierzynie i o tym,co z tym lasem zrobiła,też będzie.
Czyż można tak widok zepsuć jakimkolwiek płotem?
Tędy,prosto z wierzbowej drogi, wchodzi się do ogrodu.
Tak wygląda w tym roku żywopłot od strony drogi.
Uploaded with
ImageShack.us