Jednego roku miałam na rondzie wśród zielonych rozplenic duet białych jeżówek z żółtym środkiem i żółtych rudbekii Goldstrum. Jesoooo... jakie to było boskie zestawienie.
Mało się nie popłakałam, kiedy jeżówki Swan mi wyginęły.
Ogrodowe różności, wszak nie tylko ciemierniki teraz cieszą
Postraszyłam go w zeszłym roku to tym razem kapnął kilka kwiatków więcej, straszę dalej
ta od Uli
Część narcyzów zamiast Thalia jest inną odmianą. Nie wiem, czy to nie była jakaś dodatkowa paczka z innego źródła. Wsumie to bardzo mi się podobają, ale wolę je w innym miejscu więc dziś przeniosłam je do donicy.
W zeszłym roku jak siałam po 2 odmiany do jednej doniczki, różnice w odmianie od razu widoczne mimo tych samych warunków jak naświetlenie, temperatura, woda, ziemia.
Jak zabrakło mi doniczek to wyłożyłam workiem na śmieci skrzynkę po owocach z targu (bez robienia dziurek, by nie zalać półek w regale) i dały radę jak u Ciebie Haniu, aż do momentu wysadzenia na miejsce docelowe.
Zakwitają kolejne narcyzy. Zapomniałam, że lata temu posadziłam takie wyfikane odmiany. Kwitnie coraz więcej szafirków. Te niebieskawe drobinki są świetnym towarzystwem dl innych cebulowych.
Na długiej prostej, oprócz mahonii, zaczyna również kwitnąć tawuła szara (wczesna). Lubię to połączenie bieli z żółtym.
Dzisiaj minął miesiąc od wysiania pomidorów do skrzynek. Dla zainteresowanych tym sposobem pozyskiwania własnych sadzonek szczegółowy opis uprawy zamieściłam w Pomidorowym zawrocie głowy
Chyba udaje mi się ja usuwać na wczesnym etapie, bo nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mi zakwitła.
Pogoda jak w kalejdoskopie. Wczoraj słońce i 25 stopni, a dzisiaj kropi deszcz (mógłby padać mocniej), a na termometrze jedynie 13 stopni. Nie da się jednak ukryć, że wszystko ruszyło z kopyta i każdy słoneczny oraz ciepły dzień działa na rośliny jak turbo napęd.
Od dzisiaj kwitną już wszystkie świdośliwy. Pojawiło się kwiecie na drzewkach owocowych. Najszybciej na śliwach, nieco później na gruszach, a jabłonki lada moment rozpoczną kwitnienie.
U stóp jednej ze świdośliw rozkwitła gęsiówka macedońska; niepozorna roślinka okrywowa.
Dawno temu prowadziłyśmy nawet tutaj rozmowę o trzmielinach. Podobała mi się ona jako alternatywa dla laurowiśni. Niestety mimo, że spędziłam sporo czasu na poszukiwaniu zielonej odmiany bez białych obrzeży czy innych pstrokatości to nie mogłam znaleźć tej jaka rośnie u Muszelki sąsiada i jest zawsze zielona. Coloratus owszem ma zielone liście, ale jesienią już takie —> trzmielina-fortune-a-coloratus-001.jpg.
Zaryzykowaliśmy jednak z laurowiśnią.
Moja kotka jest zdecydowanie z hodowli, w której kotka sie całuje w uszko…
Gdyby nie wada oka to zostałaby u nich jako kotka hodowlana.
Po przyjeździe do domu (dluga podróż bo samochód, pociąg Wroclaw-Gdansk plus taksowka) została zgodnie z zaleceniami zamknięta w przytulnym pokoju. Miała miske ze swoją karmą, kuwetę z hodowli, kocyk i drapaczek…
Założenie bylo takie, ze po dniu, dwóch dniach mamy jej uchylić drzwi aby poznała resztę pomieszczeń.
Tyle teoria. Praktyka wyglądała tak, ze kotka po 10 minutach zwiedzania pokoju stanęła pod drzwiami i zaczęła naparzać w nie wielkimi paputami przy akompaniamencie głośnego miałuuuuu i frrr oraz trrrr.
Wypuściłam ją, przedefilowała obok mnie i zeszła na dół aby zasiąść w fotelu. Po godzinie uznała, ze na mnie jest wygodniej.
Nie boi się niczego i nikogo.
Kocha na mnie sypiać od tego pierwszego dnia i zazwyczaj włazi na mnie i ugniata niemiłosiernie. Wygląda to tak: