W 2008 roku nie było jeszcze Ogrodowiska, ale ogród już miałam i jak tylko był czas sadziłam gdzie popadło to co wtedy zdobyłam - a jak zakwitało coś to bezkrytycznie radowałam się z każdej rośliny no i chwili spędzonej w ogrodzie.
Szczęście bez ograniczeń - gdzie tam przejmowałam się ,że kanciki nie zrobione - wcale nie miałam...
Tak się złożyło, że w lipcu 2008 razem z moją swatową też ogrodniczką, pofrunęłyśmy do naszych dzieci które wówczas uczyły się w Kopenhadze.
Miałyśmy masę czasu więc penetrowałyśmy wszelkie klomby i centra ogrodnicze dostając palpitacji.
W week nasze dzieci wymyśliły, że pojedziemy na wycieczkę do Skagen - czyli miejsca na najbardziej na północ wysuniętego na największej wyspie Jutlandii. Mieliśmy do pokonania 500 km i program szerszy bo do Skagen jechaliśmy na ryby

no i żeby zobaczyć gdzie łączą się wody Morza Bałtyckiego i Morza Północnego.
No i pojechaliśmy

Pogoda była zmienna jednak im bliżej było celu zrobiło się niefajnie.
kraj rowerów i rowerzystów
cudowne nadmorskie powietrze, wydmy porośnięte rugosą i tylko niepewna pogoda i konieczność szybkiego spaceru to nie było fajne