Z prawdziwą przyjemnością przejrzałam ten wątek. Jest wśród nas wiele pozytywnie zakręconych osób. Nie siedzimy w fotelach przed telewizorem (no chyba, że akurat leci "Maja w ogrodzie") tylko żyjemy na maksa. Super obrazy i serwety. Ręczne ozdoby na choinkę są niepowtarzalne. I to jest takie niezwykłe w naszych pracach, że są jedyne w swoim rodzaju. Bo tą samą rzecz, każde ręce zrobią inaczej.
Moją pasją zaraziła mnie koleżanka i jestem jej za to wdzięczna. Wiele moich prac podarowałam i nie zrobiłam zdjęć. Tutaj chcę się pochwalić niektórymi z nich. Haft krzyżykowy wiekszości z nas kojarzy się z poduszami wyszywanymi grubym krzyżykiem. Moje prace są troche inne.
To moja największa duma. Tutaj na wystawie w Stargardzkim muzeum
Od tych obrazów zaczynałam moją przygodę obrazów malowanych igłą
Jakie magiczne miejsce ,a zdjecia przesliczne z twoim udziałem Irenko .Nie dziwie sie ze M kocha drzewa I nie tylko poprzez ich własne piękno Otaczajace je silne pole energetyczne wplywa na dusze , na emocje .Ich magia oddziałowuje na człowieka pobudzajac badz uspakajając, martwiąc lub ciesząc wywołuja tez mysli i uczucia ,łagodzą stresy .Długo jeszcze mozna wymieniac dobroczynny z nimi kontakt .Twój M wyczuwa to instynktownie jestem tego pewna . Piekne wycieczki sobie robicie ,tyle dobra w jeden dzień
Elu, dzięki, ten kwiat jest przepiękny i podejrzewam, że w Anglii poszalałaś z zakupami!
i wielka szkoda, że nie widziałyśmy się, ale okazji nie zabraknie, tak sądzę
takie maki ja też chcę, jeśli go kupiłaś, zbieraj nasiona
pozdrawiam cieplutko
limkowe wariancje droga Irenko to w rzeczy samej a nawet poza nią (czymkolwiek ona - rzecz znaczy miałaby być) wyszły Ci ... oj wyszły ... o skromności w tej paradzie piękna i pomponów mowy być nie może (nawet lubieżnej ) ... a miareczkowanie tych zakątków zacznę chyba uważać za przemyślną torturę ... buźka
taka tortura może być i moim udziałem pewnie i do ciebie trafią limonki, jak bez nich będąc na Ogrodowisku, nijak
Irenko, Aniele, ja znowu z zadyszka spozniona. Nie wiem czy zdolam odkupic winy
Zycze Ci na 700 zdrowka, usmiechu, samych pogodnych dni, niech Twoj ogrod daje Ci wytchnienie i radosc, a marzenia same sie spelniaja zanim je jeszcze pomyslisz. Nie zmieniaj sie nigdy, Iskierko
Piekna relacja z Wojslawic. Te lany liliowcow niesamowite No i drzewa, dostojne, stare i piekne.
Natomiast zaskoczylas mnie tym trojkolorowym mieczykiem (lila-zolto-rozowym). Jeszcze takiego nie widzialam. To - jezeli chodzi o mieczyki - moje zaskoczenie nr 2, pierwszym byl limonkowy, ale chyba tego to widzialam gdzie indziej - nie pamietam jednak gdzie
Biale roze cudo, coraz bardziej sklaniam sie do powrotu do tych krzewow
Ale tak naprawde to Twoje limki rzucily mnie na kolana. Sa takie dorodne i maja tyle kwiatow.
Cudnie jest u Ciebie, ale co sie dziwic, u tak pogodnej osoby musi byc i w ogrodzie pogodnie i barwnie
Kasiu, jesteś niesamowita wiem dlaczego tak cię lubimy
a twoje tarasowe nasadzenia podziwiamy i wszystko co tam nowego wymyślasz
dziękuję
Proporcje które podam są na ok 6-8 porcji. Ja robiłam go na wielkanocny obiad i goście byli zachwyceni.
1,5 kg piersi z indyka
25 dag rodzynek
2 dag masła
łyżka oleju
25 szt. suszonych śliwek
1/2 łżeczki gałki muszkatołowej
kora cynamonu
2 goździki
torebka cukru waniliowego
25 dag migdałów bez skórki
sól, pieprz
Indyka pokroic na 6-8 grubych plastrów. Rodzynki moczyć w wodzie 30 min. Indyka podsmażyć w rondlu na maśle i oleju. Przełożyć go na półmisek. Do sosu ze smażenia indyka dodać wymoczone rodzynki, śliwki i wymieszać. Dodać gałkę muszkatołową, laske cynamonu, goździki, doprawić solą i piprzem, włożyć kawałki indyka i zalać ok. 1/2 szkl. wody (gdyby sos był bardzo gęsty to dać więcej wody). Posypać wszystko cukrem waniliowym. Dusic wszystko pod przykryciem na małym ogniu 20 minut. Nastepnie dodac migdały i dalej dusić ok. 30 minut.
Jestem pewna, że okazja się nadarzy za zaproszenie dziękuję
a tu u ciebie wklejam fotki, a resztę prześlę na maila do zobaczenia
Ewa, Madzia/Noemi/ Irena
i widzę net ci działa
nie wiem, bo mam ją od kwietnia tego roku, chyba wsadzę donicę do domku letniego, tam temperatura około 5 stopni, to przechowam rośliny, które nieodporne na mrozy, między innymi kuflik cytrynowy; jeszcze tylko firma musi okna 2 wstawić i reszta już zabezpieczona, może zdążymy go wykończyć przed zima, trochę wielki jest, tak więc duża inwestycja wyszłą, ale szkoda było go burzyć
Pokażesz domek jak firma skończy? ciekawa jestem jak to będzie.
Oczywiście, pokaże, jakoś tak w marcu, było planowanie na forum, do tego planowałyśmy hymny ogrodowe do śpiewania, recytacje i co tylko do głowy nam wpadło, ale było tak fajnie, że chcę to wcielić w życie
tu ci wrzucam fotkę stan aktualny, ale dziś już brygada pracuje i już pozmieniałam układ roślin, porobiłam nowe linie po wycieczce ze Święta liliowców
Ja posiadam takiego bukszpana, niestety również choruje, w tej chwili jego listki wyglądają tak jak na zdjęciu, opryskaliśmy go Topsinem, ale nie wiem czy przetrwa, gdyby jednak, to w przyszlym roku wiosną mogę wysłać "ścinki" o ile będzie co ciąć
Zuza toż to ogórkowe pole. I jak tu wyjeżdżać na urlop.Dziadkowie na pewno nie będą się nudzić.
Kicia słodka, chyba od niedawna z Wami, bo taka malutka. Jak Twój dom to znosi? Dużo psoci?
Moja córcia jęczy za kotem od dawna, ale ja jakoś nie jestem do końca przekonana.
Aniu, Kicia jest z nami dopiero miesiąc, a właściwie to jest z moim młodszym synem, bo to on ją przyniósł od swojej dziewczyny i szczelnie zamyka w swoim pokoju. Kiedy korzysta z upojnych chwil wolności, to raczej nie ma czasu psocić, bo cały czas zaczepia psa. Nieraz potrafimy tak godzinami na nich patrzeć, telewizja nie potrzebna. Ja wiem jedno, zwierzak w domu łagodzi obyczaje i uczy dzieci odpowiedzialności.