Hortensje leżą, ale i tak są piękne. Czy to Vanille Fraise?
U nas też dzisiaj popadało.
Elu, te Twoje brunnery to piękne są. Na prawdę ruszyły.
Rozmnażania bodziszka... to zazdroszczę wytrwałości i podziwiam Elu. Pracowita mróweczka z Ciebie. Ja to leniuch.
Basiu wyjątkowo w tym roku rośliny wodne bardzo wyrosły. Sitowie ma po 2 metry. Mam zanurzonego w oczku papirusa. Jak go wkładałam miał zaledwie 3 zdźbla w donicy teraz duża kępą.
Irysy żółte słabo kwitły to pewnie ze względu na długo okres utrzymywania się lodu i długą zimę. Za to teraz mają liście wysokie a korzenie białe sięgają metr do środka oczka.
Lilie wodne też w tym roku pobiły rekordy.
Horty są ok 1 metra od granicy oczka.
Basiu wszystkie rośliny które rosną przy oczku dobrze rosną. Woda paruje i poi igły, liście.
Na poniższej focie od lewej irys żółty następny papirus. Muszę mu zrobić lepsza fotę zasługuje na to.
Leżące hortensje. Jednak trzeba je mocniej ciąć. Lepiej mniej łodyg ale mocniejsze.
Elu w szkółce, w której kupiłam judaszowca Eternal... rośnie jeden już kilka lat.
To nie jest małe drzewko, on jest niski, ale bardzo szeroki, dolne gałęzie zwisają do ziemi.
Trzeba mu zostawić sporo miejsca.
Nie mogę nigdzie jechać z psem, bo on jest niemożliwy.
Ze wszystkimi chce się witać, a jest wielki i ludzie się go boją.
Zostawiłam go na 1 dzień w psim hotelu.
Miał się bawić z innymi psami, biegać i 3 razy wyjść na spacer.
Jak przyjechałam wieczorem, to okazało się, że pies cały dzień przesiedział w kojcu, bo jak kobieta chciała go wziąć na smycz zaczął warczeć i się wystraszyła.
A to dopiero psi hotel. Ha, Ha, Ha... Ta pani powinna rybki hodować i to malutkie, bo większej pewnie by się przestraszyła.
Kiedyś miałam doga, który był w drugim etapie nosówki. Miał epilepsję. Objeździłam z nim tramwajami i autobusami całą Warszawę, bo w kolejnych gabinetach wykańczały się potrzebne mojemu psu zastrzyki. On w końcu panicznie bał się każdego wyjścia z domu, nie mówiąc o wsiadaniu do tramwaju, a poczekalniach u wetów prawie umierał ze strachu. Wielki pies.
Jedna z wizyt skończyła się prawie kompletną demolką gabinetu, bo Tim usiłował uciec, a skoro nie udało się to chciał się wcisnąć po gablotę z lekami. Wet stał i patrzył jak ja powoli dochodzę do końca moich możliwości fizycznych. W końcu powiedział „jak pani nie umie poradzić sobie z psem, to trzeba było ratlerka kupić”. Wstawiłam Tima na stół. Dałam radę, dziewczyna 48 kg wagi i 158 cm wzrostu. Krańcowo zdenerwowanego, warczącego i kłapiącego zębami sporo cięższego ode mnie doga.
Kasiu skąd ja to wszystko znam...
Mój Kodo u weta zachowuje się skandalicznie, bo ma złe doświadczenia i się boi.
Podziwiam, że dałaś radę, ja ze stresu tracę moc
Dzisiaj muszę zostawić go samego na całą noc (pewnie będzie wył), bo muszę jechać na nockę do kota córki