Udało mi się dzisiaj dokończyć malowanie ogrodzenia warzywnika, uff.
Teraz pasowałoby przelecieć deski wokół grządek, ale nie mam kiedy. Okopałam ziemniaki bo za chwilę zaczęłyby się przewracać. Coś tam dosadziłam jeszcze w łąkę. Ogórek meksykański z nasion od Kordinki uwielbiają ślimaki, cały już został tylko jeden krzaczek. Dalii też już muszę bronić. A już miałam mało ślimaków.... do ostatniego piątku gdzie po zlewie ( mało bo o 10 cm brakowało aby nas znowu utopiło) napłynęła z wodą nowa dostawa z pól. Dziś zaczęłam walkę od nowa. I udało mi się wreszcie zabrać za plewienie rabat z chwastu. Chwast nie przesadzając wcale sięga do pasa. Ogarnęłam liliowcową przy ognisku i 2/3 najstarszej bylinówki. No i teraz nie wiem czy wczoraj od Abiko przywiozłam dwa kleszcze( bo w ogrodzie ma) czy u nas się pojawiły. Ale to nimfy malusieńkie jak pchła i już miałam wkłute więc może wczorajsze...
Jutro się nie ruszę chyba, wszystko sobie ponaciągałam od tego szarpania