Ja nie wiem, jak to z tymi kleszczami jest. Młoda wieki temu złapała jednego na placu zabaw, przy piaskownicy. I nie było tam kotów, które my mogły kleszcza zgubić.
Ja siedzę u siebie teraz non stop w chaszczach przy ściąganiu darni, sadzeniu itp. Zielsko wysokie było przed koszeniem. I nic. Raz złapałam chodząc po niekoszonej trawie u znajomej, obstawiam, że złapał się spódnicy. Na szczęście jestem mega przewrażliwiona dotykowo i poczułam ukłucie, jak wieczorem się wbijał. Od razu go zdjęłam.
A tyle lat wakacji na wsi, sianokosy, żniwa, leżakowanie na kocu na łąkach, Mazury, biwaki i nic.
____________________
Łucja
Nowe migawki