Zbyszku, już się za siebie nie oglądam, po nawet zbereźne chłopaki w moją stronę śnieżkami nie rzucają. Do betlejemskiej stajenki zdążę jak już tłum się przerzedzi, więc z okna podglądam.
Bale sylwestrowe mi z pamięci znikły, może one były, niezbyt serdeczne, a ja zbyt uczuciowa jestem i wyczuwam fałsz w brzmieniu głosu.
Z dziećmi spędzaliśmy te chwile zmiany dat, bo i czasu dla nich nie było zbyt wiele. Ja pracowałam non stop, małżonek też nie był obibokiem, więc Sylwester był na sankach, albo pod blokiem. Stroje? Fartuszek z koronką, i dobrze by było, by w piecu dochodziła golonka. Cieszyliśmy się z tego co mamy i nie jęczeliśmy, gdy na coś nie starczyło.
Sylwio, dziękuję Tobie za piękny odzew. Myślę, że tam już na mnie czekają i dziadkowie, i rodzice i małżonek. Życzę więc sobie, by nie był przykry to dla mnie dzionek. Żeby było- rachu ciachu i do piachu. I jeszcze kilka spraw mam do załatwienia teraz, latem, może jeszcze później. Muszę doczekać pełnoletności wnuków, może i prawnuków. A potem, niech sobie mnie wspominają. Na minusy staram się nie zasłużyć, ale kto to może wiedzieć, czy mi się jakaś cholera" z języka nie spadła.