W zamierzchłych czasach mojego życia, na Palmową niedzielę czekało się inaczej niż teraz. Przede wszystkim zastanawiało się z czego upleść niedzielną palemkę. Wszystko jeszcze było przysypane śniegiem, ani widu zielonego koloru. Gospodynie korzystały więc z jałowca, bo to w lesie rzucało się w oczy. A taka palma, przystrojona kwiatkami z krepiny, albo i suszkami kwietnymi, była okazała co najmniej na 1 metr. I w naszym kościele palmy do święcenia nosili mężczyźni. Bo mpo mszy wracając do domu, taką palmą swięcii nogi dzieci i panienek, ze słowami:
Nie ja biję, palma bije, palma bije nie zabije.
Za 6 dni, za 7 nocy doczekamy Wielkanocy!
Były tam jeszcze inne powiedzenia, ale ja otrzymawszy święcenia jałowcową palmą, już tych słów nie słyszałam. Trzeba było chować łydki, żeby następnych "święceń": uniknąć.
I u nas we wsi, gospodynie przez cały tydzień Wielkiego postu, zbierały jajka na wielkanocny czas. To dla zabawy w kulanie jajek, w bitki, żeby sprawdzić które jajko jest najtwardsze.
Jajkami gospodynie nagradzały śpiewaków, co to chodzili po wsi z psalmem: Wesoły nam dziś dzień nastał, i z winszowaniem dla panienek: Oj, wino, wino, zielone. ogłaszające, że już jedzie oblubieniec, nie tutejszy, zza granic, a pod nim konik - milion liczy!
Trzeba było śpiewaków ugościć, albo obdarować świątecznym ciastem, kiełbasą, a przede wszystkim jajkiem i drobnym datkiem pieniężnym.
Jajka były różne: kraszanki, drapanki, świecowane, wyklejane, ale najbardziej uznawane były jajka gotowane w cebulowej łusce. Wszak cebula, to był pierwszy zielony szczypiorek, hodowany na parapecie i dający nową siłę na nowe lato.
Wesoło było we wsi, bo to i ślubu odkładało się na ten czas, i nowe zrękowiny też się od Wielkanocy prognozowało. A jak urodziło się dzie1cko w czas Wielkanocy, to mu się wróżyło dostatnie życie im powodzenie we wszystkich sprawach życiowych.
Wesołych Świąt!