No, udało się! Byłam, co zobaczyłam, zaniemówiłam. Po ostatniej wichurze trawy po całym ogrodzie się snują, i sąsiadów denerwują. Szybko zabrałam się za robotę, część popakowałam do worków, część na stertę do kolejnego przerobu. Jeżeli jutro pogoda mnie nie zaskoczy, to idę dalej robić porządki. A jest tego multum. Muszę chyba jednak z czegoś rezygnować. Na początek poszły bukszpany, i chyba za przykładem szefowej, pozbędę się magnolii. Znowu zmarznięte pąki. Nie będę się ''kopać z koniem''.
Oczywiście, jeszcze nie jutro, ale zamiar mam. Już MAM wodę w kranach, podlewanie muszę uruchomić, szczególnie pod borówki, trzeba lać, żeby były owoce.
Straty są, a jakże. Moja róża Edenrose, chyba nie wykiełkuje, a taka była piękna. Trudno, nie będę szukać zastępstwa.
Krety mi nie zryły trawnika, wobec czego jutro koszenie wiosenne. Od razu ogród nabierze sznytu. Z nowinek, moje sasanki rozsiały się, i będę miała dodatkowy krzaczek. Muszę poszukać innego koloru, bo mam tylko fiolet, białe i czerwone mi gdzieś zniknęły.
Różaneczniki blade, nie było śniegu, nie było deszczu, ledwie je widać. Chyba kwiatów nie będzie. Za to ciemierniki żyją, mam nigry, białe w kropki, i bordowe podwójne. Trzeba chyba
je bardziej przytulić.
Szklarnia czeka na majówkę. Może nie będzie tak źle i pogoda się ustabilizuje.