Buziaka przyjmuję Ale sprostować muszę
W to, że jesienią rozpoczniesz rewolucje ogrodowe - nie wątpię. Ino moje obawy - wielokroć tu przedstawiane - budzi, czy rewolucje=fotki.
Moja kamasja ma więcej zieleniny (liści), i wyższych. Mnie się wydaje, że carex elata aurea w naszym klimacie nie jest jeszcze tak wysoka, jak na tym zdjęciu. ale głowy nie dam, moja rośnie w cieniu, to później pewnie rusza.
Też mnie frustruje to podlewanie, tyle czasu zajmuje.
Natomiast po raz pierwszy doceniłam, że mam działkę tam, gdzie mam. Byłam przekonana, że po trzech tygodniach mojej tam nieobecności zastanę tylko spaloną ziemię. A nie spadła tam ani kropla deszczu od 19 lipca, kiedy to wieczorem przeszedł wielki huragan w ulewnym deszczem. Deszcz padał może przez kwadrans, a grzmiało i wiało chyba z półtorej godziny.
Otóż pomimo braku deszczu zastałam wszystko w rewelacyjnej kondycji. Jedynie hortensje bukietowe przywiędłe były i dolne liście zaczęły schnąć. Pomimo iż zaaplikowałam im w tym roku hydrożel w korzonki.
Nie było deszczu, ale obfita rosa spowodowała, że rośliny dostawały jakąś dawkę - wystarczającą, jak widać - wody. Obfitość rosy zawdzięczać należy Bugowi oraz rozlewiskom - starorzeczom Bugu.
Z moich kilkuletnich obserwacji wynika, że masz rację. Z małą uwagą - susza jednak nie tylko zweryfikowała liczebność stad, ale także osłabiła bocianiątka. Tzn. wolniej - przynajmniej moje dwa maluchy - osiągały sprawność. Z obawą obserwowałam, jak jeszcze 19 lipca słabo latały - robiły tylko niewielkie kółka wokół gniazda, a do wylotu pozostawało mniej, niż miesiąc.
Odleciały, ale czy dolecą do celu? Mam nadzieje, że tak. Natomiast kilka najsilniejszych, dorosłych osobników jeszcze w niedzielę na łąkach nadbużańskich widziałam.
I bociana czarnego mi się udało zobaczyć. Dzikusy z nich straszne.
Może. Klekotały coś wszystie na raz, ale nie zrozumiałam.
Popadało 2 razy po 10-15 minut, czyli nic. A 30 km dalej na zachód już 3 dni z rzędu konkretne opady były. Załamka. Dobrze, że z węża ze stawu leci ALe ile z tym roboty! Takiej bezsensownej dla mnie, bo można by było spożytkować ten czas na inne zajęcia. Ale jest jak jest, a nie jak miało być. Frustracje jakieś ze mnie wyłażą.
Rolnicy dzisiaj to światli ludzie.....i wiedzą co robią, łącznie z rozpoznawalnością patogenów na własnych uparwach, o ewidencji nie wspomnę, bo oczywista
Wiem co piszę, bom rolniczka.....z dziada pradziada i po szkołach
Przepraszam Marzenko, ale musiałam odpowiedzieć na tą wypowiedź
Pozdrawiam
No to po koleji:
co do mejsca to była Istria dokładnie Porec od strony Włoch.
ad 1) ja milina mam na froncie - zobaczysz - jest fantastyczny! kwitnie bardzo długo właściwie od lipca do jesieni, u mnie nie przemarza a rozłogów nie ma bo gośnie w donicy (bez dna) między blaszanymi garażami. Mam go już ok 6 lat. Glicynia zas to wariat - poczekaj jak Ci pokaże jaka jest u mnie inwazyjna, wojnę na sekator mam co 1 m-c!
ad 2) Czyżby lekarz z zawodu czy doświadczenia z autopsji? U mnie to trudna sprawa, napsociłam w młodości i to nie jeden raz...
Mogę najwyżej lekko kuśtykać przy Was i tyle, mam nadzieję że będziecie wyrozumiali
ad 3) OOOO jak mi miło, super bo dokładnie wiem gdzie chciałam je wsadzić
A te pytania to na pewno tylko do właścicieli przydmowych ogrodów winny być kierowane? Twoim zdaniem rolnicy robią przeglądy opryskiwaczy i znają się bezbłęcnie na objawach chorób ?
A ewidencjonowanie mnie zabiło. Już to widzę
super fotki ...Chorwcja chyba każdemu się podoba. w jakim miejscu byliście ?
i kolejne tematy to omówienia zapisze to nie ucieknie
1. milin - MałaMi ostatnio pisała ze już by go nie psadziła...w chworwacji sie sprawdza bo tam jest cieplej i kwitnie zdecydowanie obficiej i duzej niz u nas. Tess pisała ze rozlagi po kilku latach ma od milina na 4-6m ...ja mojego oddaje Kondziowi - jemu akurat spsuje do kurnika ...bo jak rozłogi wypuści to na trawnik albo na nieużytki sasiada.
jak już to sugeruje wisterię posadzić ale ona też ekpansywna i może porozsadzać co nieco.
2. kregosłup - o tym musimy porozmawiać
3. jezówki białe ...tak przydadzą ci się ...myśl już sobie ze takie już masz tylko chwilowo u mnie podziwiasz
No jeśli tak, to trzeba myśleć nad zasłonięciem tej ściany budynku od sąsiada i aranżować tą część działki bez sosen.
Ale już widzę, jaka się tam szykuje "rozpierducha" (sorki za wyrażenie ) jak zaczniecie wyrywać te sosny - praktycznie cała ta część działki to będzie demolka.
Edyta własnie, po tej wichurze jestem pewna ze muszę isc po pozwolenie i je wyciać, myslałam , ze polecą jak zapałki,niewiem czy nie sa nadłamane,musimy posprawdzac bo bojam sie gdy dzieciaki pod nimi latają, żeby coś nie spadło
Tess- własnie Ci miałam pisac o tych sosnać , że nie ma juz co dumac nad nimi u mnie
Wodzę, że dylematy trawnikowe trwają Pronuję Ci zastosować rady Toszki, Tess i Waldka, to świetni doradcy !
Na chwasty jest tyle innych sposobów po co od razu sięgać po chemię ? Sama staram się używać jej jak najmniej bo to działanie ze szkodą dla środowiska w którym sami żyjemy.
Przy pieleniu się odstresowuję powodzenia
Oj Ewela, mam nadzieję, że uda Ci się odpocząć choć trochę w ten weekend.
Na razie z mat wiklinowych zrezygnowałam. Trochę drogo ta przyjemność wychodziła. Bluszcz dobry pomysł Bardzo mi się podoba.
Wszyscy mówią o nawożeniu. Wezmę się za to sumiennie na wiosnę. Bo nie wiem czy teraz młode roślinki też się nawozi?
Macham