Jak sadzę rośliny to zawsze robię wokół taką misę żeby woda nie uciekała
Wodę z węża też leję do konewki i potem dopiero pod rośliny, wtedy wiem ile dostały np.hortensje i podlewam rzadziej a więcej
Korę mam na rabatach,więc tak nie wysycha szybko
No i mam beczkę na deszczówkę 1000l
Dzisiaj odkryłem że w moim ogrodzie był łoś i to sporych rozmiarów bo postanowił sobie zrobić przerwę od jedzenia zielska i tym sposobem zjadł mi parę sztuk jabłonek i brzozy taki miał on apetyt oraz zdeptał parę irysów syberyjskich no ale to tylko zwierzę.
Na przykładzie tego zdjęcia wyjasnie ci Marto dlaczego podlewanie świeżo posadzonych roślin może być nieefektywne.
Wokół pnia dobrze jest zrobić tzw. misę, czyli niewielki dołek - jak misa - ciut o średnicy większy niż była bryła korzeniowa i tam lana woda utrzymuje się, a nie rozlewa. Ważne to jest w upały, bo dużo wody potrafi wyparować błyskawicznie lub rozlać naokoło, a w efekcie tylko 2-3cm w głąb jest mokre
Nigdy nie leję z węża bo to złudne i... durne - tak stoisz i liczysz, liczysz i stoisz
Biorę konewkę, lub dwie, kubeł i do nich leję z węża. Z jednym lecę pod roslinę, a w tym czasie nalewa się do drugiego. Efektywność podlewania drzew i krzaków jest o milion lepsza i wydajniejsza, bo lejesz idealnie w korzenie, a nie rozbryzgujesz naokoło. I jeśli ziemia w misie ubije się, stwardnieje to co kilka dni warto wierzchnią warstwę przegrabić, by otworzyć "pory" gleby.
Kilka dni temu wykopaliśmy i przesadzaliśmy dużego cisa. Co dwa-trzy dni dostaje 4 kubły. Dziś mu będe robić kontrolny dołek (bo widzę jak lekko zaczynają przyrosty zwisać) i w razie czego dostanie na noc węża z ciurkajacą wodą (to na prawdę ma ciurkać a nie lać się i rozlewać).
Widać że cała rabata na zdjęciu lana, a nie pod rosliny. No, brak ekonomi
Korą wyściółkować trzeba, to dłużej wilgoć utrzyma, a to oznacza mniej podlewania i mniej parowania wody.
Jesli te brzozy miały maleńką bryłę korzeniową to tym bardziej wody im trzeba.
I tak się zastanawiam, że jesli masz tylko licznikową wodę to czemu nie zainstalujesz sobie beczek na deszczówkę? Ja mam wkopane 4 beczki po 200l i to jest olbrzymia oszczędność do podlewania.
te płaczące brzózki -to te ,co przesadziłam ze skarpy rodkowej jakoś nie lubię wyrzucać roślin i inne miejscówki im wynajduję
wieczorkiem zajrzę do Ciebie -coś tam w pracy zaglądałam ,ale nic nie pisałam ,bo z telefonu nie bardzo lubię
buziaki
fajna nowa rabatka bedzie
dzięki na razie wszystko dzielone ,malutkie ,ale urośnie
Marta to masz tak jak ja ze swoją różą Laguną Widzę, że zdechnięta ale żyje nadzieją, że w jakiś magiczny sposób puści nowe pędy w przyszłym roku
Szczerze? Na Twoim miejscu kupiłabym malutkie, piękne brzózki. Dbałabym i podlewała Rośliny bardzo szybko rosną, czasem nie warto rzucać się na "to duże"
Tylko szkoda wywalonych pieniędzy na te które już są Oby facet uwzględnił reklamację.
Aniu one drogie jak na swój wiek nie były. Nigdzie w okolicy w ogóle nie mogłam dostać tych brzóz, więc wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi
Buk mi zmartwychwstał, hakuro ożyła, Kocimiętka się koci, werbena przesadza, a juki nie mogę zwalczyć. Może i brzozy sobie do serca to wezmą
Planowałam brzozy przy altanie...ale zaczynam się poważnie nad nimi zastanawiać...
Mam nadzieję, że Pan brzozowy coś doradzi!
Polinka - człowiek uczy się na błędach. Zawsze lepiej uczyć się na czyichś, niż na swoich Więc już wiesz, że przy Arystokratkach trzeba mieć nawodnienie, albo mocne ręce
I ja jako właścicielka brzózek się odezwę. Miałam kupione przez męża bździnki małe. Ja wiem, że u Ciebie nie ma takiego piasku jak u mnie. Ale nawet te maluchy potrzebowały czasu. I dwie-trzy padły w zeszłym roku z dnia na dzień. W tym roku, chyba karczownik, albo nie wiem co innego nabroiło. Bo wyjęłam z ziemi dwie brzozy zupełnie bez korzeni, suche, bezkorzenne patole. Takie wielgaśne brzozy jak Twoje, a pamiętam, że szału z korzeniami nie było, tym bardziej potrzebują czasu. I wody. I oby tylko tyle!
Wiesz Romcia mi się wydaje, że paradoksalnie takim maluszkom łatwiej się zaaklimatyzować, złapać oddech. Takie duże już niezły szok musiały przeżyć, na korzenie zwracałam już uwagę przy sadzeniu, że ich niemal nie było. A plebsowe moje od zapałeczki sobie rosły, bez nadzoru, bez opieki, bez podlewania, bez oprysków- ba! bez zwracania uwagi na to, czy oprysk jest potrzebny, i proszę, jakie z nich brzozy!
U Ciebie Marto, to zawsze można Toszkę spotkać i się czegoś nauczyć. Ja właśnie w zeszłym roku cięłam buksy gdy miały młode przyrosty jeszcze mięciutkie i załapały grzyba. W tym roku postanowiłam ciąć tylko raz, więc czekam
Piszesz że brzozy Ci schną? Smutno
Bardzo smutno, bo to jednak front. W dodatku w zeszłym roku tak bardzo się cieszyłam, że takie duże kupiłam i nie będę musiała 10 lat czekać, aż zacznie je być widać
Bardzo się cieszę, że Toszka czuwa- czasem się zastanawiam, jak Ona ogarnia te wszystkie ogrody- co u kogo, gdzie i kiedy sadzone, odsyła, tłumaczy...Niesamowita jest.
A co do hortensji, to rzeczywiście ta rabata wygląda zadowalająco (nie licząc cisów, które sobie spaliłam....) choć wielkością różnią się i hortensje i miskanty (między sobą), ale lubię tę rabatę. Dziękuję
To przynajmniej jak pan przyjedzie to nie wytknie, że mają sucho
chachacha
Toszka no jak przyjedzie- bo wczoraj nie przyjechał, a dzisiaj mówi, ze pojawi się po niedzieli- to nie wytknie, bo brzozy mają teraz wodopój kosztem moich rachunków za wodę
Pooglądałam sobie ogrody dziś rano ( o piątej ) przed pracą. Jestem zaskoczona bo nic mnie za serducho nie chwyciło. Podoba mi się busz ale jakoś jednak za chaotycznie dla mnie. JAk pierwszy raz zobaczyłam ogrody Oudolfa to mi gały na wierzch wyszły, tutaj zdecydowanie bez efektu WOW dla mnie.
No wiesz, inne wrażenie robi hektar parku, a inne - 50m2 ogródka. Choćby najlepiej wypicowane
Swoją drogą z ciekawością przeczytałam dyskusję o trendach w ogrodach Chciałoby się napisać że ja tam się im nie poddaję ale brzózki zamówiłam Mam jednak nadzieję że mody ogrodowe nie mają takiego "zasięgu" jak mody wnętrzarskie. Jednak trudniej jest zmienić nasadzenia w ogrodzie niż pomalować ściany na jedyny słuszny kolor
Nie łudziłabym się
Tak jak my teraz z lubością pozbywamy się jałowców i świerków sadzonych przez naszych rodziców, tak nasze dzieci będą utyskiwały na brzozy - śmieciaki i pijaki - i topiary, które co chwila trzeba ciąć
ależ Ty masz piękne łany niebieskości!
Roślin jak padną to zawsze szkoda ale jak to Danusia mówi - zawsze jest miejsce na coś nowego, ale u Ciebie to raczej nie miejsce jest problemem
a czy przy tej wielkiej przestrzeni nie chciałas jakiś wysokich drzew posadzić żeby mieć czasem taki głębszy cien?
Lany niebieskości to dopiero będą, jak lawenda zacznie...
Teraz to wlazłam w krzak kocimięty... choć rzeczywiście jest 5 i to ogromnych.
Drzewa będą ale pewnie niezbyt spektakularne - bo tylko graby i brzozy doorenboosy w dole ogrodu.
O cieniu nie marzę, choć moje rośliny i trawa pewnie już tak
W tej części ogrodu królują moje ukochane brzozy. To dosyć duży placyk. Są tu kilkuletnie świerki i sosny, które wstępnie są przygotowywane do stożkowania. Chcę je zatrzymać na takiej wysokości, żeby pracować przy nich bez drabiny Główne nasadzenia już są, teraz muszę myśleć nad najniższym piętrem. Tu mam nadzieję ratować się hostami i paprociami. Niestety nie mam pomysłu póki co na to jak to zgrabnie połączyć z resztą ogrodu, dokładnie chodzi mi o ścieżki lub właśnie ich brak. Może kierunek poruszania się wyznaczę korytarzami z host. O właśnie podczas pisania przyszło mi to do głowy
I ja jako właścicielka brzózek się odezwę. Miałam kupione przez męża bździnki małe. Ja wiem, że u Ciebie nie ma takiego piasku jak u mnie. Ale nawet te maluchy potrzebowały czasu. I dwie-trzy padły w zeszłym roku z dnia na dzień. W tym roku, chyba karczownik, albo nie wiem co innego nabroiło. Bo wyjęłam z ziemi dwie brzozy zupełnie bez korzeni, suche, bezkorzenne patole. Takie wielgaśne brzozy jak Twoje, a pamiętam, że szału z korzeniami nie było, tym bardziej potrzebują czasu. I wody. I oby tylko tyle!
Inne terminy to po prostu niedojrzałe przyrosty, a w efekcie uszkodzenie ich delikatnych łodyżek i listków. To duża szkoda estetyczna i zwiększona podatność na choroby grzybowe. Dodatkowo, po cięciu nigdy nie wiemy jaka pogoda będzie w kolejne dni, a obcięte zbyt młode - jeszcze niedojrzałe - przyrosty może bardzo popalić słońce (otwarte rany po cięciu) lub spaść deszcz (grzyb).
Te zasady są mniej więcej ramowe, ważne dla nowicjuszy jeszcze niewprawionych w ocenie etapu wegetacji (mocno zależnego od pogody). Przy większym doświadczeniu, sama będziesz potrafiła ocenić czy mozna już ciąć (i ile) czy nie. I co ważne, będziesz wiedziała już - z doświadczenia - jak ewentualnie zadziałać z opryskiem.
Jeszcze do tego wszystkiego nakłada się zapotrzebowanie rosliny na ekstra dokarmienie przy częstym cięciu. I tu też jest ryzyko, bo jesli zetniemy zbyt późno+ nawieziemy (azotem) to zwiększamy ryzyko przemarznięcia zimą.
U Ciebie Marto, to zawsze można Toszkę spotkać i się czegoś nauczyć. Ja właśnie w zeszłym roku cięłam buksy gdy miały młode przyrosty jeszcze mięciutkie i załapały grzyba. W tym roku postanowiłam ciąć tylko raz, więc czekam
Piszesz że brzozy Ci schną? Smutno
Często zaglądam do Twojego wątku i podziwiam Tworzysz cudowny ogród parkowy Bardzo lubię takie rabatki Życzę wytrwałości
Bardzo mnie ucieszyły twoje słowa Od samego początku miałam na myśli ogród przypominający park, z nieoczywistymi alejkami i zakamarkami. Jeśli w jakikolwiek sposób jest to widoczne dla innych to jest to dla mnie ogromny komplement
Bardzo dużo pracy przede mną. Mam jeszcze nieogarniętą część leśną, choć mam nadzieję, że jesienią właśnie tam ruszą prace. Wczoraj popracowałam tylko nad przejściem do tego miejsca. Wykulkowałam bukszpany przy ścieżce, bo chociaż ta część ogrodu ma być leśna to trochę formowania też będzie. Tu widoczek z jesieni.
W tej części ogrodu królują moje ukochane brzozy. To dosyć duży placyk. Są tu kilkuletnie świerki i sosny, które wstępnie są przygotowywane do stożkowania. Chcę je zatrzymać na takiej wysokości, żeby pracować przy nich bez drabiny Główne nasadzenia już są, teraz muszę myśleć nad najniższym piętrem. Tu mam nadzieję ratować się hostami i paprociami. Niestety nie mam pomysłu póki co na to jak to zgrabnie połączyć z resztą ogrodu, dokładnie chodzi mi o ścieżki lub właśnie ich brak. Może kierunek poruszania się wyznaczę korytarzami z host. O właśnie podczas pisania przyszło mi to do głowy
Byłam u Ciebie i o fotki się dopominałam z tej akcji sadowniczo-dereniowej
A na jaśmina znajdź godną miejscówkę, bo jak kwitnie to ten zapach jest cudny, w sumie uwielbiam go na równi z zapachem lilaków kurcze teraz dochodzę do wniosku że chyba nie ma roślinki, której bym nie lubiła i jak tu czasami się oprzeć przy zakupach...
Monia widziała reprymendę Wczoraj już mi czasu nie starczyło na fotki- gnałam na spotkanie o 20, a jeszcze brzozy swoje opryskać chciałam. Dzisiaj nadrobię to niedociągnięcie
Też lubię lilaki (zapach) i jaśminowca (zapach) ale sam krzew -"jako taki" już mnie nie powala. Ja bym tam znalazła rośliny, które mnie nie przekonują Na pewno łatwiej jednak znaleźć takie, których ja nie przekonuję
A ja zawsze myślałam, że brzozy mniej chorowite som...
Martuś bo oblukałam se to i owo i powiem ci derenie bardzo ładne okazy dostałaś ja se tak myślę, że fajnie by wyglądały 3 derenie, tego czwartego bym kopnęła, bo i tak mam wrażenie, że wlazł by ci na podokienną, a tam planujesz inne nasadzenia.. po drugiej stronie wykusza bym posadziła te 2 derenie, które by ci zostały, ale wiesz ja to się nie znam.... buziaki zostawiam i lecem...
No więc śpieszę donieść, że wczoraj właśnie taki zabieg wykonałam 3 po jednej i 2 po drugiej posadziłam w końcu. Lawendę muszę jeszcze po drugiej stronie wykusza dosadzić