Słuszna uwaga, miałam dopisać, Hortensja piłkowana Avelroz.
Derenie chyba najlepiej słońce, półcień. Ale nie patelnia. Dużo zależy od wilgoci.
Zrób sobie prezent na Walentynki Ja tak zrobiłam
Wiekszosc moich dereni rosnie w sloncu. Lepiej sie wybarwiaja. Te z cienia slabiej kwitna i jesienia slabo z czerwonoscia. Byle mial dosc wilgoci.
Dobry tez polcien.
Z niezawodnych (a w każdym razie długowiecznych) sprzętów pamiętam pralkę Polar - służyła chyba ponad 20 lat. Kupiona w przaśnym PRLu dzięki wylosowaniu przez mamę kuponu na MOŻLIWOŚĆ kupienia pralki . Boszsz, co to były za czasy…
Witaj Tess. Równiez wszystkiego dobrego
Mam nadzieję , że jeszcze pomogę. Moja różanka ma chyba z 10m długości a szerokość to różnie bo na najszerszej części pewnie z 5 albo 6m a w najwęższym miejscu 1,5m. Róże sa na niej posadzone z reguły grupami po 3szt, po 2. nie mierzyłam ,ale myślę , że odległość miedzy krzaczkami to tak 50 , 60 cm. Róża na pierwszym planie z drugiego zdjęcia to Mandarin. Rosną tam 3szt w grupie. Cudowna, zdrowa róża.
Za mną tabuny róż nie chodzą, mam ich ok.30 może bym do 50- tki dobiła, bo jak wiekowo dobiję do 60- tki to kto będzie się zajmował większą ilością. Następców pasjonatów brak więc myślę jednak żeby sobie życie ułatwiać i nie szaleć bez opamiętania, a ogród żeby był przyjemnością do życia
Tereso, my o przygarnięciu nowych kociaków zdecydowaliśmy ponieważ nasze maine coony są już raczej u schyłku życia, choć jeszcze nieźle się trzymają. Może uda nam się przeżyć nowe koty Kto to wie. Ale wnoszą mnóstwo energii i śmiechu. Lubimy patrzeć jak się bawią, jak zaczepiają starsze. Jest wesoło
Zapierające dech w piersiach śledztwo pomału zbliża nas do rozwiązania zagadki, co do ilości zakupionych roślin przez Ogrodowiskową Koleżankę. Jeszcze się wymiguje, ale już zaczyna sypać ilościami po dużej ilości podchwytliwych pytań wielu prowadzących to śledztwo.
A wszystkie drogi rozwiązania tej zagadki prowadzą do owianego tajemnicą Gąszczu...
Nie kuś, proszę Ja bym wszystkie chciała, ale im bliżej wiosny, tym bardziej zdaję sobie sprawę, jakiego mola sobie zafundowałam tą ilością róż
Nie wiem, jak długo masz Pashminy, ale może jeszcze potrzebują czasu. Moje zawitały do mnie w 2018 roku (a już wówczas nie były maluszkami). Czyli potrzebowały 5 lat by tak zaszaleć.
Więc może potrzebują jeszcze czasu?
Gdzie jest przycisk "lubię to" ?
Tarcia, to jednak chyba nie fluidy, to uzależnienie
Ula, tylko tyle? za mną chodzi cały tabun róź
Co mam nie pamiętać - pamiętam Ale o różach mało wiedziałam, poza tym kiedyś (oj, dawno) róże były mniej odporne na choroby i wiele było odmian niepowtarzających kwitnienia.
A różnie będzie. Niektóre kupiłam po jedne sztuce inne nawet po trzy.
Nie lubię wysyłek, bo się stresuję o rośliny w podróży. Na Pocztę Polską mam alergię, jedynie nadawanie paczek w paczkomacie wchodzi w grę. Ale kilkakrotnie widziałam, jak paczki się wysypały z samochodu i jak kurier paczkę z rąk upuścił. Więc kiedy już wysyłam (bo jednak raz na jakiś czas ulegam prośbom czy namowom to pakowanie zajmuje mi strasznie dużo czasu, bo staram się je zabezpieczyć pancernie. Co też mnie wkurza
Nie kuś kolejnymi różami, bo już mam całkiem dużą listę nowych chciejstw, a przecież jeszcze nie do końca wiem, gdzie zmieszczę te już kupione
A co oznacza, że uspokoiłaś się z piwoniami? Że już dość kupiłaś?
Piwonii mam cały zagon, co też mnie przyprawia o ból głowy. To już bardzo stare, duże karpy, kilka w tym roku wykopałam i to było hadkorowe przeżycie. Po pierwsze - strasznie się te długaśne karpy łamały (Sylwia coś o tym wie ) Po drugie - na pewno nie dałam rady wykopać wszystkich kłączy, tak głęboko siedzą. Więc będą wyrastać na nowo.
Chyba zostawię dla siebie Bo to jednak wstyd tak popłynąć
No za bardzo
A nie, aż tyle to nie. Nie "dzisiąt", jedynie "dzieści"
Kociaki cudne, kocham koty. Ale postanowiłam, że jak mój ostatni kot odejdzie za Tęczowy Most, nie wezmę już kolejnego kota. Bardzo ciężko zniosłam odejście Bursztyna (w maju ub. roku). I pewnie niedługo odejdzie Lolek - to już staruszek, ma 17 lat, jest głuchy całkowicie i chyba niedowidzi.
Wprawdzie nie wiem, jak zniosę dom bez kota (od 34 lat były w domu koty). Ale zdaję sobie sprawę, ile mam lat i obawiam się, że odejdę przed kotem (jeśli wzięłabym malucha). A tego nie robi się kotu...
Ja nie tylko pamiętam, ale nadal mam Mam Łucznik 451, walizkową. Nie do zdarcia.
"Posagowa", czyli dostała od mamy przed moim ślubem. A ślub był w 1983 roku.
Nigdy nie szyłam zarobkowo, ale maszyna była przydatna do podszycia zasłon czy uszycia firan. Choć ubranka dla swoich dzieci szyłam całkiem ładne. Córka w dzięcięctwie była najlepiej ubraną dziewczynką nie tylko na osiedlu Uszyłam jej m.in. piękny płaszczyk z czerwonego aksamitu (w komplecie z uroczym toczkiem) i zimowy seledynowy płaszczyk - w komplecie z czapką i mufką Nawet zaawansowany kurs kroju i szycia zaliczyłam.
A na kredyt dla młodych małżeństw kupiliśmy lodówkę Mińsk. Też była niezawodna. Chyba ze dwadzieścia lat ją miałam w kuchni, potem oddałam znajomej na działkę.
O kurcze, ciełaś go? Czarnienie gałezi to zawsze zły znak. Tez sie tego boje po zimie. Nie przemarznietych i suchych koncowek a czarnych gałezi. U mnie Aurea kapadocki ma jedna gałaź szczerniała ale to moze byc wina jesiennego przesadzenia. Choc juz przy przesadzaniu liscie zamieraly. Opsiukałam go na grzyba, korzenie tez na wszelki wypadek. Zobaczymy jak wiosna sie rozwinie.
Chce mi sie juz bardzo wiosny, ciepełka, długich wieczorów z rozgwieżdzonym niebem, szumiących brzoz i kumkajacych żab.
Wiosna juz blisko, puchacze tez zaczeły "puchaczyc"
Poszukam jeszcze jakis fotek, to zawsze tak troche rozrusza. A ja patrze co moge zmienic lub dosadzic i co gdzie rosnie, bo teraz wszystko schowane.
Wyszła mi 1 kamasja z cebulek od Tess, chyba byla najwyzej posadzona. I w 2 miejscach wyszły przebisniegi. Wiekszosc cebulek została zeżarta I tak ciesze sie, ze choc kilka bedzie.