Czyli, że przemarzły mu korzenie albo za mokro miały?
A ciachnęłaś mu gałązkę, żeby sprawdzić czy może jednak żyje ale się nie spieszy z pobudką?
Tej zimy (a chyba nawet zeszłej jesieni) padł mi jeszcze miłorząb. Rósł prawie przy samej granicy z najnowszymi sąsiadami (posadzony sporo przed tym zanim się pojawili) i jak robili rabatę wzdłóż płotu, to prawdopodobnie za mocno uszkodzili mu system korzeniowy. Jesienią bardzo szybko stracił liście, a nowe już się nie pokazały. Nie miał łatwo od początku, bo walczył o wodę z tujami ale mimo wszystko dawał radę. Bałam się też o cały pas tujowy i pewnie je czymś wzmocnię za chwilę, bo o ile stratę miłorzębu jakoś zniosłam, gdyby tuje padły rozpaczałabym baaardzo. Sąsiedzi nie są źli, ale wolę na co dzień oglądać zieloną ścianę zamiast nich...
Jak jest dobry rok to ledwo daję radę zjeść to co mam (przy okazji uskuteczniam rozdawnictwo)
Plus taki, że mam większość odmian jabłoni plonujących co drugi rok i jakoś mi się zbiory równoważą.
Chociaż marzy mi się jeszcze własna morela i chciałabym się śliwek w końcu porządnie najeść (tu zbiory na razie mam marne ) no i żeby moja grusza Konferencja nie była pomyłką (ta co miała nią być daje owoce bardzo późno i niby smaczne, ale nie moje ulubione)... w sumie, to jednak coś mogłabym jeszcze dosadzić
W zeszłym roku powiększyłam za to drzewostan o Mirabelkę z Nancy (oby nie było pomyłki) i nieszpułkę (a może ją 2 lata temu?). Własne nieszpułkowe owoce już jadłam, a mirabelka kwitła akurat w czasie przymrozków i ciekawe czy chociaż jednego owocu się doczekam.
ps. Nie wszystkie drzewa/drzewka potrzebują tak dużo miejsca - o dereniach już pisałam, nieszpułka też podobno bardzo wolno rośnie.