Lidko tak, kontakty i spotkania z ważnymi osobami to ponad wszystko.Sprzatanie, nawet ogrod zaczeka, ale do czasu z bliskimi już nie da się cofnąć.
Wiosna cieszy, ja nie bardzo daje radę z wszystkimi pracami, najgorsze jest to, że nie ma ludzi do pomocy na wsi, nikt nie chce, nie potrzebuje pieniędzy.U nas dzisiaj zimno, ale wybieram się do ogrodu na porządkowanie.
Takie drobnr te pierwsze wiosenne kwiatki, choć drobne to bardzo cieszą. Po zimowej Burek aurze chce się koloru kwiatów.
Duże ogrody to dużo pracy.
Też myślę jak to kiedyś będzie. Ogroduje dopiero 6 rok , 5 paciorków na karku. Zdrowie raz już mocno zaszwankowało, M już nigdy nie wróci do całkowitej formy.
Więc postanowiliśmy ogród trochę uprościć i ograniczyć rośliny wymagające cięcia co roku i powodujące masę sprzątania. Stąd decyzja o planach.
Myślę że obciąć hortki i róze czy suche byliny to dam radę jeszcze długo.
Mi coraz trudniej cięzkie prace wykonywać. Do cięcia żywopłotu i drzew bierzemy firmę. Byliny i inne drobne daję radę, traw dużych się pozbyłam, są trudne w cięciu dzieleniu itp. Jedną rozplenicę mam w doniczce. Rododendrony posadziłam z myślą, że nie ma przy nich pracy, jeśli nic się nie dzieje, to może i tak, ale trzeba pilnować ph gleby i im dogadzać. Na razie nie ograniczam, chyba, ze jakaś roślina zbyt mocno wyrośnie to piła i wycinam. Lidka mi już 7 paciorków wskoczyło, ale ogród daje mi dużo radości i nie rezygnuję. Mąz nic nie pomoże, nie jest w stanie i nie lubi. Dzieci w świecie. Takie życie. Wiosna, paszki spiewają i to jest fajne, cieszmy się, bo wiele osób tego wieku nie dożyło.
SONKO zdrówka Wam a zwłaszcza Tobie życzę.
Moje rodki małe i dużo większe nie będą. Je się tnie dość łatwo. Nie przewidziałam że one duże mogą być.
Jak już je posadziłam to pojechaliśmy do Parku Mużakowskiego i widziałam stuletnie rododendrony. To są olbrzymy.
No ale za późno było i nie mam już miejsca gdzie moje przesadzić. Najwyżej kiedyś je oddam albo każe wyciąć.
Krzewów takich ewentualnych nie do zapanowania też nie mam. Mam tylko 3 malutkie Kaliny gatunkowe , jedną świdośliwa i miniaturowe 4 szt lilaka. Mój jeden syn w domu z nami ale żyje swoim życiem i mówi że ogród to moje hobby a nie jego.
Czasem coś pomoże ale od wielkiego dzwonu. Choroby przyszły wcześnie. Nie spodziewałam się że jak osiągnę stabilizację rodzinna i życiowa to choroby nas rozłożą.
Życie potrafi zaskoczyć z nienacka ale się nie dajemy
Krysiu, przepiękne poletko krokusów i przebiśniegów, tylko w dojrzałym ogrodzie można takie spotkać
Czytam co Was, co u Lidki, wiele rodzin podobnie się zmaga z chorobami i życiem, u mnie też różnie bywa. Trzymajmy się tego naszego hobby, bo to jak dla mnie cudowna odskocznia od problemów.