Mój nowy rok zaczął się od gimnastyki.
W sumie i stary tak się kończył, bo żeby wyjechać z garażu, musiałam odśnieżyć sobie zaspę śniegu

.
Ale najlepsza akcja była wczoraj, jak wracałam z sylwestra. Było to wczesnym popołudniem,
I zakopałam się autem. Zaraz po zjeździe z asfaltu na mój podjazd. A kto był u mnie, to wie, że do bramy od tego podjazdu mam około 100 metrów

.
Od wtorku do dziś spadło około pół metra śniegu …. A jeszcze przy samym wjeździe na podjazd była zaspa z odśnieżania drogi gminnej (chyba muszę zwrócić uwagę sołtysowi, żeby powiadomił tego kogoś, kto odśnieżał, żeby mi nie robił takich górek

).
Także zostawiłam auto i przedarłam się przez śnieg do domu. Zadzwoniłam po posiłki (ex-eMa, bo ja nie potrafię jeździć minikoparką) i po paru godzinach przyjechał.
Do tego czasu odśnieżyłam kawałek przy bramie i znów przy garażu. Później poszło szybko.
Dziś już tylko odśnieżyłam niektóre miejsca, które wymagały poprawki, bo wczoraj odśnieżaliśmy po ciemku

.
Oczywiście dziś znów pada to białe gów…o i mam nadzieję, że już tyle nie spadnie, bo ex-em jutro wyjeżdża dość daleko do pracy. Następnym razem poproszę o szkolenie jazdy na koparce