Klaudia, u mnie też jeden klon padł tej zimy, ale on rósł na totalnym wygwizdowie. Te klony będą ukryte między większymi drzewami. Zaryzykuję. Jeśli się uda im przeżyć kolejną zimę, kupię ich więcej, bo mam do nich słabość. Już nawet upatrzyłam sobie kolejnego - klon Shirasawy Aureum. Mam Shirasawy Jordan i rośnie u mnie bardzo dobrze, choć stanowisko ma nawet dość wietrzne.
Ale jest tyle pięknych odmian, że trudno się zdecydować na jednego.
Na razie rezygnuję z judaszowców, bo te dopiero są drogie, kapryśne i wrażliwe na mróz. Jakbym dała 600 zł za drzewko, a ono padłoby po pierwszej zimie, to bym się dopiero wkurzyła.
Muszę trochę ponarzekać.
Pierwszy raz zrobiłam zakupy w sklepie pani Kasi Bellingham i od razu taki zgrzyt. Zamówiłam różę Tańczące Rusałki i azalię Soir de Paris. Dzisiaj otrzymałam paczkę. O ile z azalią jest wszystko w porządku, róża - naprawdę wielki, wspaniały egzemplarz - ma połamane gałązki z kwiatami. W takim jednym klastrze było kilkanaście pąków kwiatowych. Ogromna szkoda. Tak jest, jak się chce upchnąć dużą różę do za małego pudełka.
Od razu mówię, że reklamować nie będę, bo mi się nie chce. Po prostu jestem rozczarowana. Chyba już tam więcej nie zrobię zakupów.