Ewuniu) ja tak naprawdę wolę ogród bez kwiatów, wystarczą mi te ulubione kwitnące, zapowiedź na przyszły rok z posadzonych cebulowych, nie jestem spragniona ferii barw. Moje straty w tym roku są ogromne, takich jeszcze nie miałam. Jedyną korzyść z tej zimy mam taką, że wymroziła mi pomrowy.
Ja przywykłam na pewno, od lat nie kopczykuję róż a był to żelazny punkt jesiennych prac u mnie Pamiętam też swoją pierwszą lawendę w gruncie, próbowałam rozmnożyć ją metodą kopczykowania. Były emocje! Udało mi się, jednak w następne zimy sadzonki przemarzły. Dużo mam takich wspomnień po straconych roślinach, ale to były cenne doświadczenia
Moje obuwiki tracą wigor i właśnie zamierzam roszady, chyba zmienię im miejscówkę albo wymienię całkowicie podłoże, doszłam do jakiegoś momentu krytycznego w swoim ogrodowaniu.
Piwonie przez pierwsze dwadzieścia lat też uznawałam za bezproblemowe rośliny. Ponieważ nie stosowałam żadnych środków ochronnych, dopadły je szara pleśń, plamistość liści, możliwe, że zgnilizna korzeni i szyjki korzeniowej, o werticiliozie nie wspomnę. Mam w planie większość wykopać, zajrzeć im w kłącza, nawieźć i zmienić miejscówkę (robota przy ponad setce to duża robota).
Mam też bardzo piękną Ewelinę, podzieliłam ją już kilkanaście lat temu i nie kwitnie.
Pewnie przygotuję sporo dołów, nawiozę, odczekam dwa-trzy tygodnie aż ziemia osiądzie i posadzę.
Taki mam plan, jak wyjdzie to się okaże. Będę potrzebowała bardzo dużo ziemi kompostowej.
W ogrodzie robota nigdy się nie kończy. Oby tylko sił i sprawności fizycznej starczyło.
Kopanie dołów - straszna robota, współczuję.
A gdzie to alpejskie zauroczenie? Czyżby jakieś nowe zdobycze z przydrożnych poboczy?
Przydrożne pobocza faktycznie były, ale bez zdobyczy, jedynie zachwyt, Alp w lipcu nigdy nie oglądałam, nie sądziłam, że rośnie tam tyle Wierzbówki kiprzycy I tyle innych roślin, które...mam w swoim ogródku Zauroczenie było chwilowe, ale po powrocie pilnie przestudiowałam atlas roślin alpejskich, kto wie? Na razie brutalna rzeczywistość w moim ogrodzie, może przyjdą lepsze dni?
Czytałam na jakimś forum wątek w którym właściciel przez rok opisywał straty w swoim ogrodzie. Co zanikło, co zmarniało. Pamiętam jak powątpiewałam, jak to tak? Prawie wszystko? Dlaczego? Pewnie zaniedbał? Mam to teraz u siebie, jeśli chodzi o unikalne odmiany, bo ścieżce nic, na szczęście nie zaszkodziło Jak napisała Ewa Pszczelarnia: trzeba dać czas i troskę ogrodowi
Miłe, optymistyczne słowa Otrząsnęłam się Aprilku, jednak, że szybko będzie dobrze, to w to nie wierzę. Gdybym jeszcze miała ten entuzjazm i siły, co jeszcze kilka lat temu?
Wykopałam wszystkie cebulowe- żonkile, cebulice, martagony. Ledwie wyszły mi tej wiosny. Uzyskałam odpowiedź podczas wykopków: cebule miały marne szanse w kłębowisku korzeni drzew.
I tak doskonale radziły sobie przez kilkanaście lat.
Zakładania trawnika od nowa nie zazdroszczę, czy sosny korzenią się głęboko? Chyba tak, więc u Ciebie ich korzenie raczej nie zagrażają nasadzeniom pod ich pniami?
Roślinka to stoplamek plamisty tzw. kukułka plamista.
Problemy ze szkodnikami najgorsze, żeby jeszcze te ekologiczne metody były mniej pracochłonne i wymiernie skuteczne. Co się chemią opryska wieczorem, to i tak owad następnego dnia z roślin zbierze, tzw. mniejsze zło Obuwiki czeka w tym roku przesadzanie i dzielenie, już się boję.
Zupełnie nie wiem o czym piszesz, dobroczynki? Roztocza, a to muszę się zainteresować
Zasychanie pąków u piwonii to raczej nie brak wody, a grzyb, szara pleśń? Rozpisuję sobie co mam zrobić w tym miesiącu przy piwoniach, obejrzę też dokładnie ich korzenie, sporo pędów w tym roku uwiędło, więc może też zgnilizna korzeni? U mnie w glinie to bardzo możliwe.
Ech! Dzięki za życzenia, obym podołała, bo szkoda by było Mimo wszystko
Nie ma lekko? Na to wychodzi, po kilkudziesięciu latach ogrodowania, zwłaszcza takiego ekspansywnego jak moje, mogę potwierdzić, z goryczą Powoli planuję rewitalizację, zanosi się na wielkie zmiany, pójdzie precz wiele roślin, o resztę zadbam.
Mam nadzieję, że przyjdą takie dni, kiedy w spokoju będę mogłam zająć się rabatą po rabacie. Na razie mam w piwnicy wykopki cebulowe, czekają piwonie i irysy. Napiszę, że tyle, ale z tyłu głowy tłoczą się następne. Że też zdarzają się ogrodującym takie wtopy!
Aby miały możliwość zakwitnąć niektóre piwonie, w słońcu, to muszę się powstrzymać przed ich
wysadzeniem. Jak obiecałaś?
Myślę, że tajemnica niekwitnięcia tkwi w tym, że jak (książkowo) sadziłam swoje pierwsze piwonie nie wzięłam pod uwagę osiadania się ziemi. Za szybko posadziłam karpy, przygotowane podłoże osiadło i piwonie nie dostały tych obiecanych 3-4 centymetrów gleby nad. Są w efekcie za głęboko posadzone i stąd brak kwitnienia. Jeszcze warunki glebowe kilkudziesięcioletnie i choroby grzybowe, nazbierało się