Wiktorio ....
20 lat spokoju i nagle piwonie mówią: "czas na zmiany"
Jak dzieci które wyfruwają z gniazda.
Wiem co to ekspansywne ogrodowanie i gorycz rewolucji.
Wykopki w piwnicy, cebule czekające, irysy na walizkach.
A w głowie ciągle: jeszcze to, jeszcze tamto.
Tajemnica 3-4 cm nad oczkami... ach, młodość ogrodnika
Teraz mądrzejsze, z kompostem i cierpliwością.
Niech te twoje królowe dostaną wreszcie scenę w słońcu.
I niech sił starczy. Bo ogród bez nas byłby tylko ziemią.
Trzymam kciuki
U mnie takie rewolucje czyt. konieczne przesadzanki rozkładają się na kilka lat. Nigdy nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Wiem też jak po latach zmieniają się warunki, drzewa cały czas rosną, a i tak zwylke to tempo zaskakuje. Życzę owocnych prac i takiego przeorganizowania ogrodu, by wmagał mniejszej dawki zaangażowania.
Trochę się nie zgadzam z twoją teorią, piwonie rozrastając się, powiększając swoją karpę same wypuszczają korzenie i karpy na odpowiedniej głębokości, raczej mają tendencję do wychodzenia na powierzchnię niż w głąb.
Wg mnie jeśli wcześniej kwitły to się same nie zagłębiły, chyba że dosypywałaś im kompostu na karpę, ale musiałabyś tego sypać sporo
Zgadzam się z szarą pleśnią, i grzybem pędów w podłożu. U mnie też to mam, trzeba podlać albo pryskać młode pędy p.grzybowym środkiem. Ja to robię czasami, ale rzadko, przeważnie jest już widoczny uwiąd, wtedy albo je usuwam i pryskam, albo tylko usuwam, pojawia się to co roku na pewnych krzakach. To jakiś grzyb siedzący w ziemi. Szczerze, nigdy się tym nie zainteresowałam i nie szukałam w necie.
Szara pleśń pąków kwiatowych spowodowana jest pewnie wilgocią, dużą ilością opadów, też trzeba pryskać. Może masz coraz więcej cienia? Lub jest zbyt duże zagęszczenie roślin. Może je nawozisz i mają za dużo azotu?
Kiedyś miałam jedną piwonię, która miała widoczne niedobory na liściach, żółte przebarwienia, tę wykopałam i w korzeniach miała wielkie białe larwy, drążące kanały. Widać trzeba czasami podlać jakąś chemią. Za dużo tego wszystkiego, no ja też tracę chęć do ogrodowania jak muszę ciągle myśleć o szkodnikach Nie znoszę tego, poza tym ja to chyba już ze względu na pesel mam czasami dość tej ciągle powtarzającej się roboty, nie kwitnie źle, kwitnie też źle, przekwitnie trzeba wycinać, itd, nieustannie ten sam rytm, jeszcze na starość dowaliłam sobie warzyw i teraz muszę je przerabiać
No i bardzo jestem ciekawa jak przeorganizujesz ten swój ogród, mogłabyś nam zdawać relację zdjęciową
Ja też przesadziłam dwie, duże piwonie, bo nie kwitły. Ale te moje miały już mało słońca. Trochę mam z tym problem, trudno było mi, poszukać dla nich nowe miejsce. Posadziłam je, w miejscu bardziej słonecznym, chociaż nie jest to idealne miejsce dla piwonii. Nie chciałam się ich pozbywać, bo mam do nich sentyment. Jedna z nich, to była zastana na naszej działce. Gdzieś w trawie, zielsku, znalazłam dosłownie dwa - trzy liście. Przesadziłam ją i tak sobie rosła w tym miejscu przez kilkanaście lat, aż drzewa zasłoniły jej dostęp do słońca.
Też mam problem z piwoniami, typuję grzyby podobnie jak u was. No i coraz słabsze kwitnienie. Niby cienia zbyt dużo jeszcze nie mają ale spore tuje i cisy w niedalekiej odległości tak. Tak zareagowała stara odmiana piwonii w poprzednim ogrodzie, póki dokoła było pustawo to było ok, a jak podrosły krzewy w sąsiedztwie to przestała kwitnąć.