Spóźniona odpowiedź w kwestii kopania - po tym, jak kilka razy karczowałam wycięte mniejsze i większe pieńki, przekonałam się, że korzeni te drzewa mają takie multum i tak rozprowadzone w różne strony, że nie boję się nadmiernego osłabienia tym, że jeden bym przecięła.
Ale mimo to jeśli trafiam przy kopaniu na coś grubego, to przesuwam się z kopanym dołkiem. Nawet wychodzi to na plus, bo daje bardziej nieregularnie rozrzucone rośliny, co moim zdaniem wygląda bardziej naturalnie. Ale nadal w każdym, absolutnie każdym miejscu ziemia jest poprzecinana mnóstwem małych i średnich korzeni, więc przy kopaniu koniecznym akcesorium jest sekator, żeby je wszystkie wycinać. No i łopatka zahacza nieustannie o nie, dlatego po przejściu wierzchniej warstwy pogłębiam zwykle doły... gołymi rękami

Ręka jednak zmyślniej sobie między korzeniami radzi. Tylko w efekcie mam wiecznie czarne paznokcie, nie do domycia