My dzisiaj oboje z emem szukaliśmy zraszacza, takiego 30cm długiego. Nie pamiętaliśmy gdzie był schowany na zimę. Ja jeżeli schwałabym go to w domku ogrodnika dużym albo małym, ewentualnie w szafce na tarasie. Em twierdzi, że chyba go wyniósł do garażu a nawet do piwnicy w obawie przed mrozami. Wszystkie miejsca obszukaliśmy po trzykroć osobno i razem. Na końcu zaczęłam nabierać pewności, że pewnie pożyczyłam go bratu( on nigdy raczej sam nie odnosi pożyczonych rzeczy). Nawet zadzwoniłam spytać, ale nie odbierał, więc się wybrałam do niego i po drodze spojrzałam na moją nową rabatę granicząca z działką brata. A którą tworzyłam późną jesienią i uświadomiłam sobie, że ją jako ostatnią podlewałam i bingo... zraszacz nie schowany, tylko podsunięty pod gzymsik przy opasce domu

A ile się naganiam za łopatkami, sekatorami i innymi narzędziami gdzieś pozostawionymi to moje. Nie łatwe jest też namierzenie ładowarek, jak mamy z emem wspólne do różnych sprzętów.