Dzisiaj przed wyjściem do ogrodu na sobotnie tyranko napomniałam się, by pamiętać o zabraniu telefonu. Celem było sfocenie stanu BEFORE na wytypowanej do sprzątania rabacie. Bardzo byłam zadowolona z siebie, że pamiętam.
I taka zadowolona zaczęłam porządki. W połowie roboty uświadomiłam sobie, że telefon został w domu… No super… Zatem nie mam udokumentowanej tej cudownej przemiany, jaka nastała, chlip chlip chlip…
Ale efekt fajny jest

.
Potem miałam machnąć nożycami akumulatorowymi kilka krzaczorow, ale mus było jechać po latorośl wracającą z zajęć. A gdy się okazało, że nie dam rzeczonej latorośli prowadzić auta, to jeszcze usłyszałam, że w takiej sytuacji to mógł se wracać pieszo. Wdzięczność nastolatka

.
Tak czy owak było po robocie na dzisiaj, psia kostka… Mam niedosyt.
Zdjątko, którego piękno dostrzeże tylko ten, kto widział co było wcześniej

. Te dwa wory w kadrze to urobek z tego miejsca

.