Moim zdaniem kładzenie kostki (w roli obrzeży rabat położonych przy trawniku) na podsypce jest zupełnie nieracjonalne. Z jednej strony zwiększa to koszty, a z drugiej jest zbędne w kontekście użytkowym. Mam kostkę kładzioną lata temu i ona wciąż leży tak jak została położona poza miejscami, w których wypchnęły ją korzenie drzew (co stałoby się niezależnie od podsypki lub jej braku).
EDIT: Przypomniał mi się argument - chyba Hani Gruszki - za kostką na podsypce: gliniasta gleba, w której kostka się zapada.
Odszczekuję zatem niniejszym stwierdzenie o nieracjonalności .
Działania są różne i różne mają efekty .
Jak choćby kwestia nawożenia. Skończyły mi się nawozy - zainspirowana działaniami Margo stosuję łącznie azofoskę i granulowaną kupę: rozrzucam ruchem siewcy po rabatach.
Małżonek się zadeklarował, że zamówi. Zamówił. Nawozy przyszły, przeczekały kilka zimnych dni i w sobotę wzięłam się za nawożenie. Otwieram azofoskę, a tu zonk - pylista, a nie granulowana. Próbowałam tym nawozić, ale większość lądowała na odzieniu i w górnych drogach oddechowych. Przerwałam pracę, zameldowałam małżonkowi (nie zgłaszając pretensji), wyraził skruchę i gotowość zamówienia nowej.
Pomyślałam - dobra, to rozsypię kupokulki. Otwieram wór, sięgam ręką (uzbrojoną oczywiście w gumową rękawiczkę) do środka celem nasypania do podręcznego kubełka, a tu kupa bynajmniej nie w formie estetycznych granulek, ale kupa w dosłownym tego słowa znaczeniu . Bardzo fajnie, ale nie do celów, jakie miałam wyznaczone .
Tym sposobem wciąż mam nienawieziony ogród, a we wtorek kolejna dostawa, tym razem już będą granulki na mur beton .
Judith w kwestii podziału obowiązków uczulam moje córki, żeby nigdy, przenigdy, nie pokazały mężczyźnie, że same sobie ze wszystkim poradzą, bo skończą jak ja padło pytanie o kubły na śmieci - wystawiam ja, worki też zazwyczaj ja, chyba, że mam fazę buntu odśnieżam - w większości ja, ogarniam chatę i ogród, no, a jakże, ja. Zakupy, gotowanie, też ja. W sumie po co mi ten mąż Dobrze, że wy stanowicie zgrany duet i działacie razem, ja się nauczyłam przez lata radzić sobie z większością obowiązków sama, do cięższych prac zawsze kogoś szukam, wiadomo, że to kosztuje ale nikt nie marudzi jak może zarobić. Mogłabym to zwalić na karb tego, że mężaty pracuje po kilkanaście godzin dziennie i w weekendy często też ale po latach już wiem, że to po prostu jest jego wybór. No ale forum ogrodnicze to nie terapia małżeńska haha.
Mój m się angażuje w dom i ogród choć przez lata pracował za granicą i wiele rzeczy musiałam sama ogarniać. Trochę już nawet mnie wkurza bo mi się do nasadzeń i roślin wtrynia .
Daria, ja dziecia uczę, że nie ma podziału na prace męskie i żeńskie .
Pamiętam ze swoich lat dziecięcych, gdy wujek opowiadał, jak to przed świętami jakimiś jego żona (a moja ciotka) naprawiała telewizor, a on robił sernik. Wtedy postrzegałam to jako zabawną historię i takie odwrócenie ról. To było ze 45 lat temu.
Teraz postrzegam to całkowicie odmiennie: nie ma tu dla mnie odwrócenia ról, tylko podział obowiązków w danej chwili. W innej dowolnej chwili podział może być odwrotny i nie będzie to robiło różnicy. Na ten - bieżący - przykład: umiem kłaść obrzeża rabat z kostki brukowej i to ja ułożyłam większość w ogrodzie .
Co do tematyki - dla mnie to forum nie byłoby takie fajne, gdyby podejmowane tematy były wyłącznie ogrodowe .
Spadło dzisiaj kilka kropel. Pomoczyło korę z wierzchu. I to by było na tyle, jeśli chodzi o deszczowe prognozy…
I mimo tego, że to tylko kilka kropel i bez wpływu na kondycję roślin, to nawet zmoczenie ich po wierzchu sprawia, że ogród staje się bardziej wyrazisty.
Zakątek ze stołem przy ognisku:
A tu krzaczory z powyższego zdjęcia, ale od drugiej Mańki