Sezon, na który nie miałam żadnych ogrodowych planów staje się mocno pracowity.
Jedna mała decyzja pociąga za sobą lawinę zdarzeń, efekt domina generujący szereg działań

.
Wprowadzenie:
Kojarzycie rabatę z Anabelkami? Był przy niej kancik, który był regularnie rujnowany przez psa. W zeszłym roku przy dosiewkach trawnikowych zabezpieczyłam go starymi deskami tarasowymi. Deski zaplanowałam zastąpić ekobordami, których celem miało być - jak i desek - zabezpieczenie brzegu trawnika. Jako że deski w roli obrzeży nie raziły swoim wyglądem, plan ekobordowy nie został zrealizowany.
W tym roku kupno ekobordów weszło w fazę poszukiwań odpowiednich egzemplarzy.
No i wątpliwości mnie naszły, czy ja chcę ekobordy…?
Cięcie:
Jest sobie rabatka przy pęcherznicach, zrobiona dawno temu i irytująca mnie tak mocno, że jedyne jej zdjęcie jest z czasów, gdy powstała

. A właściwie nawet nie można mówić o rabatce - jest to (był

; ups! zdradzam co będzie dalej!) wąski pasek wysypany żwirkiem, oddzielony od kory pod pęcherznicami kostką brukową. Do tego w tym żwirku rosną drzewka owocowe

. No taki miałam kiedyś fantastyczny pomysł

.
Już kilka lat temu stwierdziłam, że mus się dziadostwa pozbyć, ale jakoś nie było okazji/klimatu/chęci/czasu.
Zwrot akcji:
Przypomniawszy sobie o powyższym podjęłam decyzję: zamiast ekobordów przy Anabelkach będzie kostka z nieszczęsnej „rabaty”. No geniuszka!

Jak postanowiłam tak zrobiłam ręcyma małżonka

. Rzeczony już z własnej inicjatywny wywalił żwirek z rabaty przy pęcherznicach.
Było i jest przy Anabelkach:
Zakończenie:
I teraz przechodzimy do istoty: mus było zagospodarować księżycowy krajobraz pożwirkowy.
Jeszcze nie skończone (kory zabrakło oczywiście

), ale zmiana jest taka:
Dużo było roboty, to i dużo słów na jej opisanie

.