Po kilku latach ogrodowania nie mam już ciśnienia na perfekcyjny ogród. Nie da się ogarnąć całości na tip top, zawsze coś jest do zrobienia. Ale też momentami mam kryzys, szczególnie przy spiętrzeniu roboty.
Magda, super masz ten basen! Masz tam jakieś ogrzewanie? My mamy stelażowy, musimy go ogarnąć po zimie.
Odpowiadając Wam zbiorczo - najbardziej zaskakujące jest to, że wcale nie byłoby mi szkoda pracy, którą już włożyłam w ten ogród. Może dlatego, że dość mocno staram się patrzeć do przodu. Nie myślę: „tyle już zrobiłam, więc muszę brnąć dalej”, tylko raczej: „jak będzie wyglądało moje życie za 5, 10 czy 15 lat, jeśli nic nie zmienię?”.
To trochę jak z nietrafioną inwestycją. Pieniądze, czas i energia już zostały wydane i ich nie odzyskam. Pytanie brzmi, co będzie lepsze od dziś wzwyż.
Im dłużej mieszkam na dużej działce, tym bardziej widzę, ile pracy, czasu i kosztów wymaga utrzymanie wszystkiego na poziomie, który mnie satysfakcjonuje. I mam świadomość, że z każdym kolejnym rokiem tych rabat, drzew i obowiązków będzie raczej przybywać niż ubywać. Paradoksalnie przeprowadzka na mniejszą działkę nie byłaby dla mnie utratą, tylko próbą odzyskania czegoś bardzo cennego: czasu, energii i większej swobody.
Marcin, z warzywnikiem i pomidorami masz oczywiście rację To byłaby największa ofiara. Chociaż uczciwie mówiąc, coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie muszę mieć 100+ pomidorów, żeby dobrze się bawić. Pewnie zostałoby mi kilka skrzyń, tunelik i kolekcja odmian nadal większa niż przeciętny człowiek uznałby za rozsądną
A jeśli chodzi o dom, to chyba po prostu zmieniły mi się potrzeby. Mieszkałam kiedyś zarówno w kawalerce, jak i w mieszkaniu około 60 m² i czasem łapię się na tym, że tęsknię za tą prostotą. Im więcej oglądam małych domów i minimalistycznych rozwiązań, tym bardziej rozumiem ludzi, którzy świadomie wybierają mniej. Nie dlatego, że ich nie stać na więcej. Tylko dlatego, że nie chcą poświęcać życia na utrzymywanie więcej.