Narcyz sir Winston Churchill - mój faworyt wśród tegorocznych narcyzów. Kwiaty jak małe różyczki, intensywnie pachnące. Na liście "jesienią dosadzić więcej".
Lisie grono:
A tu ciemiernik kupiony w jednym z niesprawdzonych sklepów internetowych (razem z liriope). Sadzonka mizerna, źle zabezpieczona. Nie dość, że mała, miała połamane liście. Ciekawe, czy się przyjmie.
Niedawno wróciłam z Zielonego Rynku. Na szczęście u sprzedawców było jeszcze dużo floksów szydlastych, choć widać wyraźnie, że te ich podpędzone sadzonki już zaczynają przekwitać. Tym razem kupiłam floksy o drobniejszych kwiatach, bardziej w kolorze magenta niż różowym.
Kupiłam też żółte bratki na leśną, licząc na to, że się tam rozsieją. Coś mnie wzięło na żółty, a co. Ładnie rozjaśnią ten cienisty zakątek.
Ooo skoro polecasZ te Narcyzy to ja też zapisuje na listę faktycznie ładne a jak jeszcze pachną to ekstra , to lisie grono pierwszy raz widzę i słyszę u ciebie same ciekawostki
A floksy piękne duże sadzonki ja też zgapilam i kupiłam dwie dodatkowe choć wyczytałam że lubią te karczowniki hmmm no zobaczymy sądzę blisko budynku może nie przyjdzie , a te bratki przeslidkie napewno ci się rozsieja mi nawet te zwykłe na korze na włókninie takie kępy porosły z siewu
Narcyzy wyglądają trochę jak moje bridal crown i też pachną. Kupiłam sobie w doniczkach, posadziłam i się pokładały. To naciełam do bukietu. Już 3 dzień pachnie w salonie jak w kwiaciarni.
Ogólnie żóltego nie lubię od zawsze
. Ale wiosną mi nie przeszkadza w ogrodzie. Rzeczywiście rozjaśnia, świeci i daje kolor. Sadze zółte narcyzy już drugą wiosnę.
Madzia ta Twoja murawa jest jak wspomnienie łąki z dzieciństea. Piękna.
Ano
I szalejesz z zakupami. Będziesz miała co robić w najbliższych dniach.
Klaudia, lisie grono to odmiana szachownicy. Tworzy śliczne, drobne, fioletowo-żółte dzwoneczki. Najlepiej sadzić ją w kupie, bo kwiaty są dość małe i niepozorne. Taka np. szachownica kostkowata już ma większe, bardziej zwracające uwagę kwiaty.
Karczownikami nie strasz... Te gryzonie już tyle roślin mi zjadły, że mogłabym z nich założyć drugi ogród. Są stałym powodem mojego ogrodniczego doła i frustracji.
Te jasnoliliowe floksy rosną u mnie na skalniaku już kilka lat i do tej pory nic ich nie zjadło, zakładam więc, że gryzoniom jednak nie smakują. Dlatego postanowiłam w tym roku dosadzić nowe w bardziej intensywnych kolorach, aby już z daleka tworzyły barwną plamę.
Lidka, one mi też przypominają Bridal Crown, ale w porównaniu z nimi (też mam w ogrodzie), kwiaty są większe. Może to wynika z wieku cebul i ich odżywienia, bo Bridal rosną u mnie już kilka lat, a Churchill to nowość sadzona zeszłą jesienią (może stąd ten rozmiar kwiatów?). Rzecz na pewno do porównania w następnych latach.
Za żółtym też nie przepadam. Ale, podobnie jak u Ciebie, wiosną mi nie przeszkadza. Te drobne bratki były takie śliczne, że po prostu przepadłam, jak tylko je zobaczyłam.
Murawa rzeczywiście cieszy i kojarzy się z dzieciństwem. U mnie zresztą to ta sama, po której biegałam boso, kiedy miałam te kilka-kilkanaście lat. Ogród ten sam i wiele wspomnień z nim związanych.
Z zakupami faktycznie zaszalałam. Patrząc na ilość zakupionych roślin, będę miała co sadzić przez następne dwa tygodnie. Poza tymi z ryneczku, na wsi czekają na mnie do posadzenia pęcherznice i oczar. Poza tym w kolejce czeka też hortensja, ostróżki, winniki i jarzmianki. Przyjechać też mają tawuły japońskie do obsadzenia wanny z deszczówką, kosaćce bródkowe i paczka z Albamar...
Ta paczka i kosaćce to zakup totalnie kompulsywny, naprawdę to powinno się leczyć.