Widzę, że juki wywołały jakieś poruszenie więc odpowiem zbiorczo

.
Dziś już mi ten sobotni wkurz na juki nieco zelżał, chyba je jednak zostawię, najwyżej usunę w przyszłym roku. W sumie tyle mnie kosztowało ich poczyszczenie, że mi teraz szkoda tej roboty

.
Juki w tym miejscu bardzo mi pasują swoim pokrojem i zimozielonością. Fajnie wyglądają jak kwitną. Fakt - mszyce siedzą na kwiatach ale nie wyrządzają jakichś wielkich szkód.
Co do pielęgnacji - tak jak Gosia napisała - dana rozeta kwitnie tylko raz a roślina wypuszcza obok nowe rozety. Można oczywiście nie usuwać starych rozet ale po pewnym czasie powstaje takie wielkie kłębowisko a to mi się nie podoba więc usuwam te rozety, które kwitły i usuwam suche liście. To ciężka robota i nie lubię tego bardzo. W tym roku spróbuję usunąć te rozety zaraz po kwitnieniu, może łatwiej pójdzie. Poza tym, juki bardzo śmiecą po kwitnieniu. Wyciąganie tych zeschłych kwiatów spomiędzy liści to żmudna robota. Może za późno zabieram się za wycinanie kwiatostanów?
Przed usunięciem juk powstrzymuje mnie fakt, że odrastają z nawet małego kawałeczka korzenia. A korzenią się głęboko i szeroko, łatwo odłamać korzeń i zabawa zaczyna się od nowa...