Gdzie jesteś » Forum » Nasze ogrody » To tu- to tam- łopatkę mam !

Pokaż wątki Pokaż posty

To tu- to tam- łopatkę mam !

tulucy 22:54, 20 maj 2022
Aw

Dołączył: 20 lut 2016
Posty: 12556
Haniu 2000 buziaków ślę


Ja mieszkałam prawie na wsi. Atrakcji miejskich brak. Babcia ściągała mnie nocą z ulicy, gdzie toczyliśmy mecze badmintona. Ja nie wiem, jak my te lotki po ciemku widzieliśmy, ale graliśmy do oporu. A w lasku za droga mieliśmy krzywą sosnę. Jedna na kilkoro, więc były mieszkania na gałęziach. I budowa szałasów. I domu w lesie, gdzie sosny utworzyły taką minipolankę. Robiliśmy ściany z gałęzi, znosiliśmy stare skrzynki jakieś na meble. Wyciągało się z piwnic i garaży jakieś deski, cegły. Wszystko na meble i jeszcze pozwalali nam tam spać

Moje dzieci jeździły na kolonie bez telefonu. Co prawda tylko 2 tygodnie, ale zawsze coś. Mieszkali w namiotach wojskowych, spali na pryczach i siennikach. Mycie w jeziorze. Prądu brak ogólnie dostępnego. Jest tylko w domku, w którym przygotowywali jedzenie.
____________________
Łucja Migawki z ogródka
Magara 00:22, 21 maj 2022
Maszka 2 20190408 113036 effects

Dołączył: 27 mar 2018
Posty: 3464
Gruszka_na_wierzbie napisał(a)
Ależ się dyskusja rozwinęła.
Wiele razy rozmyślałam nad tym, że odebraliśmy, my dorośli, dzieciom to, co w dzieciństwie najcenniejsze: ciekawość świata i możliwość jego samodzielnej penetracji, zdobywanie doświadczeń życiowych kosztem obdartych kolan i łokci, uczenie się reagowania na konfliktowe sytuacje. Wybraliśmy złudne bezpieczeństwo i wbrew pozorom puszczamy te dzieci w dorosłość z kiepskim bagażem. Generalizuję, ale tylko trochę, bo wyjątków jest niewiele.
Smutne to bardzo.

Kiedyś był inny dostęp do informacji, a tym samym większość naszych rodziców pewnie nie myślała o rozmaitych zagrożeniach, bo sami ich z własnego dzieciństwa nie znali. Nie mówiło się o pedofilach, porywaczach etc. (no może Czarna Wołga była wyjątkiem ). Nie było tylu samochodów co teraz więc i ryzyko wypadków komunikacyjnych było mniejsze. Nie było certyfikowanych placów zabaw - jak ktoś spadł z drzewa to spadł (rodzicom się o tym nie mówiło), żadna certyfikowana bramka nikogo nie przygniotła bo nie było bramek do gry w piłkę.
Karą największą był zakaz wyjścia "na dwór"
Dzieci nie miały tylu zajęć pozalekcyjnych, miały szkołę, rzadko kiedy coś dodatkowego.
Wakacje spędzało się w "bandzie" włócząc się po okolicy, penetrując bunkry, okoliczne łąki i lasy, robiąc różne głupoty. Wychodziło się z domu rano, wracało na obiad, a potem na kolację.
W ciągu roku szkolnego - podobnie. Rzucić tornister i lecieć na dwór.
Teraz są inne czasy... Inne zagrożenia... Inne obowiązki... Jak zawsze przy takiej okazji powtórzę za moją Babcią: "przed wojną było lepiej"

P.S. Haniu, czy orliki inne niż te najzwyklejsze różowe wysiewają się u Ciebie???
____________________
Magara Magary Dramaty z Rabaty
MartaCho 00:31, 21 maj 2022

Dołączył: 28 sie 2017
Posty: 1413
Gruszka_na_wierzbie napisał(a)


Oranżada koniecznie jedzona z torebki poślinionym palcem lub wsypana na dłoń zwilżona śliną w celu przyjemnego musowania i zlizywana. Okropnie niehigieniczne to było.


Ja tak uwielbiałam proszek Vibovit z palca zlizywać!

Mam i ja sentyment ogromny do czasów dzieciństwa i wszystkich gier i zabaw, które wspominacie.
Mam też to szczęście, że od ponad dwudziestu lat jeździmy latem z rodziną i znajomymi w takie miejsce w naszych górach, gdzie są nadal kłopoty z zasięgiem i słaby Internet. Tam dzieci po prostu muszą znaleźć sobie inne zajęcie bywa malowanie na kamieniach, podchody, co roku budowanie bazy i wg mojej nastolatki- jest to zdecydowanie najlepsze miejsce do czytania- bo elektronika nie działa
____________________
Marta Ogród zacząć czas
wiklasia 00:39, 21 maj 2022
Ku2

Dołączył: 13 maj 2016
Posty: 1954
Moją córę na obóz harcerski wysyłam. Pewnie znów wróci chudsza, niewyspana, obdrapana i z lekka niedomyta, ale co najważniejsze - przeszczęśliwa.
____________________
Wiklasia Jak feniks z popiołów
Gruszka_na_w... 11:13, 21 maj 2022
Avedon20

Dołączył: 28 gru 2015
Posty: 17742
Magara napisał(a)

Kiedyś był inny dostęp do informacji, a tym samym większość naszych rodziców pewnie nie myślała o rozmaitych zagrożeniach, bo sami ich z własnego dzieciństwa nie znali. Nie mówiło się o pedofilach, porywaczach etc. (no może Czarna Wołga była wyjątkiem ). Nie było tylu samochodów co teraz więc i ryzyko wypadków komunikacyjnych było mniejsze. Nie było certyfikowanych placów zabaw - jak ktoś spadł z drzewa to spadł (rodzicom się o tym nie mówiło), żadna certyfikowana bramka nikogo nie przygniotła bo nie było bramek do gry w piłkę.
Karą największą był zakaz wyjścia "na dwór"
Dzieci nie miały tylu zajęć pozalekcyjnych, miały szkołę, rzadko kiedy coś dodatkowego.
Wakacje spędzało się w "bandzie" włócząc się po okolicy, penetrując bunkry, okoliczne łąki i lasy, robiąc różne głupoty. Wychodziło się z domu rano, wracało na obiad, a potem na kolację.
W ciągu roku szkolnego - podobnie. Rzucić tornister i lecieć na dwór.
Teraz są inne czasy... Inne zagrożenia... Inne obowiązki... Jak zawsze przy takiej okazji powtórzę za moją Babcią: "przed wojną było lepiej"

P.S. Haniu, czy orliki inne niż te najzwyklejsze różowe wysiewają się u Ciebie???


Wszystkie orliki się wysiewają przy okazji miksując się kolorystycznie i pod względem wysokości. Fajne są.

Czy przed wojną było lepiej? Nie. Mnie wychowywali ludzie urodzeni w 1933 i 36 roku. Tato został całkowitym sierotą w wieku 11 lat. W wieku 15 odbył samodzielnie drogę z Warszawy do Wrocławia, gdzie zaczął pracę połączoną z nauką w przyzakładowej szkole. Mama pochodzi ze wsi pod Wieluniem. Wyjazd do szkoły średniej we Wrocławiu sfinansował jej wujek. Była zdolna, a w domu bieda. Oboje wchodzili w dorosłość z wiedzą o tym, jak istotna w życiu jest samodzielność, zaradność, pracowitość. Sporo z tego jest we mnie. W tym pragmatyzm i brak paniki w sytuacjach kryzysowych. Osobiście do dzisiaj się dziwię, skąd w nich była gotowość łażenia z nami na poranki do kina, na spektakle teatralne dla dzieci, przedstawienia operowe, na codzienne czytanie książek, wizyty w księgarniach.
Oprócz szkoły były zajęcia pozalekcyjne. Tylko nikt na nie dzieci nie woził. Była drużyna zuchowa i zbiórki, były kółka zainteresowań w szkole (po południu), był SKS, były prywatne lekcje języka obcego. Do szkoły chodziło się też w sobotę, więc szkolne lekcje nie trwały długo. Z reguły dzieci same decydowały o rodzaju dodatkowych zajęć.
Jednego jestem pewna: rodzice nas kochali, ale zdecydowanie w owych czasach dziecko w rodzinie nie było pępkiem świata. Ta zmiana pozycji dziecka w rodzinie zaczęła się gdzieś w latach 90. Nie wiem, może ówcześni rodzice nosili w sobie jakieś marzenia o dzieciństwie wypełnionym dobrami konsumpcyjnymi. Sporo się wtedy mówiło i pisało o tym, że tylko wykształcenie, zapewni sukces w życiu. Zaczęły się rankingi, testowanie. I w tym wszystkim sukces dziecka zaczął być tożsamy z sukcesem rodziców. Dzieci zaczęły żyć pod sporą presją.
Całe swoje dorosłe życie spędziłam w otoczeniu dzieci i młodzieży oraz ich rodziców. W ciągu tych lat żadna z tych grup nie zmieniła się tak bardzo jak rodzice. Najtrudniej było mi znaleźć w nich taką zwykłą miłość do swoich dzieci. Kontrola- to słowo pierwsze przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o dzisiejszych rodzicach. Olbrzymia potrzeba kontroli.
____________________
Hania-To tu- to tam-łopatkę mam! "Przyjemność ma się do szczęścia mniej więcej tak, jak drzewo do ogrodu; nie ma ogrodu bez drzew, ale drzewa, nawet w wielkiej ilości, nie stanowią jeszcze ogrodu." ~ Władysław Tatarkiewicz
Gruszka_na_w... 11:17, 21 maj 2022
Avedon20

Dołączył: 28 gru 2015
Posty: 17742
wiklasia napisał(a)
Moją córę na obóz harcerski wysyłam. Pewnie znów wróci chudsza, niewyspana, obdrapana i z lekka niedomyta, ale co najważniejsze - przeszczęśliwa.


Bo największym marzeniem każdego dziecka jest wolność, w tym samodzielność. A dorośli nie zawsze chcą na to dać zgodę.
____________________
Hania-To tu- to tam-łopatkę mam! "Przyjemność ma się do szczęścia mniej więcej tak, jak drzewo do ogrodu; nie ma ogrodu bez drzew, ale drzewa, nawet w wielkiej ilości, nie stanowią jeszcze ogrodu." ~ Władysław Tatarkiewicz
Gruszka_na_w... 11:27, 21 maj 2022
Avedon20

Dołączył: 28 gru 2015
Posty: 17742
Judith napisał(a)

Świat nieustająco parszywieje albo my mamy większą świadomość istnienia zagrożeń. Albo jedno i drugie... Okaleczeni psychicznie dorośli to dziecięce ofiary z tamtych czasów... Było pięknie, ale strasznie też. O złych rzeczach sie powszechnie nie mówiło, ale nie znaczy, ze ich nie było.
Rozwój technologii to fakt. Ja nie wyobrażam siebie życia bez Internetu, choć więcej niż połowę życia przeżyłam bez niego . Jakże zatem nasze dzieci miałyby bez niego żyć? Zależność od technologii jest nieunikniona. Trzeba „jedynie” probowac poszerzać dziecku granice rzeczywistosci ... Czasem jednak myślę, ze cyberpunk to nie fantastyka naukowa, ale prorocza wizja Wiliama Gibsona .


Robiono kiedyś badania porównawcze, jeśli chodzi o te zagrożenia występujące w społeczeństwie. Statystycznie liczba pedofilii, morderców i różnych innych patologii jest wielkością stałą procentowo. Różnica jest taka, że dzisiaj mamy więcej źródeł informacji i szybciej one do nas docierają.
To nie o to chodzi, żeby wyrzucić z domu laptopy, komórki, odciąć internet.
Znasz pewnie zestaw dwóch pytań, które najczęściej słyszy polskie dziecko:
Jak tam w szkole?
Co było na obiad? (w przedszkolu, szkolnej stołówce)
Te dwa pytania zazwyczaj kończą obustronną komunikację w rodzinie.
Mnie smuciły mamy, które podczas bytności na różnych szkolnych imprezach z dziećmi w roli głównej, namiętnie przeglądały swoje telefony.
____________________
Hania-To tu- to tam-łopatkę mam! "Przyjemność ma się do szczęścia mniej więcej tak, jak drzewo do ogrodu; nie ma ogrodu bez drzew, ale drzewa, nawet w wielkiej ilości, nie stanowią jeszcze ogrodu." ~ Władysław Tatarkiewicz
Anda 14:59, 21 maj 2022
Imgp5397 2

Dołączył: 25 maj 2015
Posty: 30723
No to z mężem jesteśmy wyjątkowymi rodzicami chyba, bo i forma szkoły inna i rozmowy też inne
____________________
Serdeczności Ewa - Doświadczalnia bylinowo-różana 2 poprzedni wątek Doświadczalnia bylinowo-różana Panie Foerster, co pan robi przeciwko nornicom? - Krzyczę na nie. Wizytówka doświadczalni http://www.gartenfotoart.de/ Landhaus Ettenbühl i Rosengarten Zweibrücken
Martka 17:54, 21 maj 2022
Junge frau im garten amy moser 1910

Dołączył: 10 wrz 2015
Posty: 5523
Gruszka_na_wierzbie napisał(a)


Bo największym marzeniem każdego dziecka jest wolność, w tym samodzielność. A dorośli nie zawsze chcą na to dać zgodę.


Haniu, cudna dyskusja. Dorośli nie zawsze chcą dać zgodę samym sobie na wolność, nie tylko dzieciom. Oczekiwania z tego wynikające stają się nie do udźwignięcia dla drugiej strony.

Ewo Ando, zaciekawiła mnie forma szkoły, jaką wybraliście dla córki.
____________________
Martka >>>W ogródku Martki >>>Wizytówka aktualna >>>Wizytówka historyczna
LIDKA 18:49, 21 maj 2022
20210930 180754

Dołączył: 14 sty 2021
Posty: 3480
Gruszka_na_wierzbie napisał(a)


Wszystkie orliki się wysiewają przy okazji miksując się kolorystycznie i pod względem wysokości. Fajne są.

Czy przed wojną było lepiej? Nie. Mnie wychowywali ludzie urodzeni w 1933 i 36 roku. Tato został całkowitym sierotą w wieku 11 lat. W wieku 15 odbył samodzielnie drogę z Warszawy do Wrocławia, gdzie zaczął pracę połączoną z nauką w przyzakładowej szkole. Mama pochodzi ze wsi pod Wieluniem. Wyjazd do szkoły średniej we Wrocławiu sfinansował jej wujek. Była zdolna, a w domu bieda. Oboje wchodzili w dorosłość z wiedzą o tym, jak istotna w życiu jest samodzielność, zaradność, pracowitość. Sporo z tego jest we mnie. W tym pragmatyzm i brak paniki w sytuacjach kryzysowych. Osobiście do dzisiaj się dziwię, skąd w nich była gotowość łażenia z nami na poranki do kina, na spektakle teatralne dla dzieci, przedstawienia operowe, na codzienne czytanie książek, wizyty w księgarniach.
Oprócz szkoły były zajęcia pozalekcyjne. Tylko nikt na nie dzieci nie woził. Była drużyna zuchowa i zbiórki, były kółka zainteresowań w szkole (po południu), był SKS, były prywatne lekcje języka obcego. Do szkoły chodziło się też w sobotę, więc szkolne lekcje nie trwały długo. Z reguły dzieci same decydowały o rodzaju dodatkowych zajęć.
Jednego jestem pewna: rodzice nas kochali, ale zdecydowanie w owych czasach dziecko w rodzinie nie było pępkiem świata. Ta zmiana pozycji dziecka w rodzinie zaczęła się gdzieś w latach 90. Nie wiem, może ówcześni rodzice nosili w sobie jakieś marzenia o dzieciństwie wypełnionym dobrami konsumpcyjnymi. Sporo się wtedy mówiło i pisało o tym, że tylko wykształcenie, zapewni sukces w życiu. Zaczęły się rankingi, testowanie. I w tym wszystkim sukces dziecka zaczął być tożsamy z sukcesem rodziców. Dzieci zaczęły żyć pod sporą presją.
Całe swoje dorosłe życie spędziłam w otoczeniu dzieci i młodzieży oraz ich rodziców. W ciągu tych lat żadna z tych grup nie zmieniła się tak bardzo jak rodzice. Najtrudniej było mi znaleźć w nich taką zwykłą miłość do swoich dzieci. Kontrola- to słowo pierwsze przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o dzisiejszych rodzicach. Olbrzymia potrzeba kontroli.


Haniu bardzo to mądrze mówisz.
Ja sama widze ze te potrzebe kontroli mam wobec moich synów.
____________________
Lidka , lubuskie gdzieś pod Zieloną Górą Glina i zielsko
Korzystanie z portalu ogrodowisko.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies