Gosia, nieodmiennie Cię podziwiam za ogarnianie działki i nasadzeń z dala od od miejsca zamieszkania
I nieodmiennie Ci zazdroszczę braku sąsiedztwa ludzkiego
Kępa przebiśniegów cudowna, taka gęsta! Już chyba długo u Ciebie są, że się tak pięknie zagęściły?
No i przylaszczki, ach, uwielbiam <3 W starym ogrodzie kiepsko rosły, zanikały, ale może teraz spróbuję... Jedne z moich najukochańszych kwiatuszków, chociaż takie niepozorne
Ula zobaczymy jak zwykle, co się uda w nowym sezonie. Na razie cieszę się pogoda i wybieram się na kolejny weekend. Może uda się skończyć porządki.
Kasia skuś się, skuś. Posadź tam gdzie często przechodzisz, albo z masz widok z okna.
Mirko, to wilczomlecz o bordowych listkach, ale nie znam odmiany, bo wyrósł z nasionka lub korzonka, przyniesiony z inną roślinką. Teraz mi się już wysiewa nawet, ale nie jest zbyt ekspansywny. Zwykle znajduję dwie lub trzy nowe siewki.
Lidko nie wiem czy ścinać do zera. Kiedyś Madzia z ogrodu z wilkiem mówiła, że ścięła radykalnie po zimie i nie bardzo odbijały. Ten mój to raczej jakiś bezodmianowy jest i mu cała część nadziemna przemarza.
Nie ma za co podziwiać, ja po prostu się tak nie przejmuję, może być na półdziko. Z tego drugiego jestem bardzo zadowolona, choć nie wiadomo ile ten stan jeszcze potrwa. Kiepski dojazd ma swoje plusy jak widać.
Tamte przebiśniegi już mają ponad 5 lat, przylaszczka też. Jak widać nie przyrosła przez ten czas, ale też nie zaginęła. A ja zawsze z niecierpliwością wypatruję jej wiosną.
U mnie mocno gliniasta ziemia, więc niektóre rośliny mają mocno pod górkę.
Gosiu zauważam że moje postępy wzbogacania gliny przyniosły niesamowite efekty, ściółkuję tym co wpadnie pod rękę, nawet podsuszonymi chwastami, ścinkami z tui, wszelkiej maści patyczkami. Im więcej tych suszków tym plewienie w rabatach po zimie staje się jakąś bajką Myślę, że u Ciebie też możnaby takie efekty osiągnąć, bo wystarczy się na tym skupić przez 1 sezon
Przypomnisz mi nazwy roślinek od Ciebie, jedna to tarczownica, a inne?
Też mam takie doświadczenia jak Ulina z gliniastą ziemią - taką miałam w poprzednim ogrodzie, ściółkowanie suszkami albo kompostem takim jeszcze nie całkiem przerobionym czyniło cuda, a glina ma swoje zalety, dobrze trzyma wodę. Chociaż wiadomo, nie wszystkie rośliny to lubią
Ula ja ściółkuję też. Jak już zaczynam kosić, to rozkładam tu i tam. Zgrabione liście też idą na ściółkowanie. Tylko z wiosennego cięcia wożę na kompost, bo większość to długie i twarde badyle.
Oprócz tarczownicy, to na pewno była bergenia z małymi liśćmi, irys fioletowy i chyba aster. Jakby co to wstaw zdjęcia do rozpoznania.
Ewo ja też ściółkuję, tyle ile zdążę, bo nie zawsze mi się uda skosić i potem pograbić. A kompost taki jak mówisz, to przy każdym przesadzaniu i sadzeniu nowych roślin sypię do dołka. Efekty na razie niewielkie, chciałabym szybciej, ale nie da rady. Chyba najgorsza jest świadomość ile jeszcze mojej ziemi brakuje, bo w domu rodzinnym ziemia była idealna. Lessy II i III klasy.
Ja czekam czy i te przylaszczki co rok temu na leśne przeniosłam wyjdą. Bardzo lubię te ich niebieskie kwiatuszki. I są naprawdę odpornymi roślinkami bo rosną kilka lat już na rabacie pod jabłonią, tam gdzie mnie zalewa co roku. Wprawdzie nie przyrastają, ale żyją i przetrwały te trudne warunki od klepiska( bo brzozy) do bajora bo zalewa.