Jak widać powoli do przodu. Jeszcze ogarniałam międzyrzędzia przy malinach i porzeczkach. Zrywałam trawę ze szmaty, którą mam tam rozłożoną i odwracałam szmatę na drugą stronę. Przy okazji wyrównałam trochę ziemię, żeby się lepiej i bezpieczniej chodziło. Jeszcze muszę dołożyć nową warstwę, bo ta stara nabawiła się już paru dziur. Poczekam jeszcze aż będzie widać werbeny hastata, które się wysiały w zeszłym roku i zrobię porządek z drugą częścią jagodnika. Szmata oszczędza mi pielenia, a koszenie między rzędami porzeczek jest mega niewygodne.
W czwartek przyszły moje zamówione róże od pana Hyżego, przebiśniegi z Allegro (tak nieco ponad 100 szt) i jeszcze podkusiło mnie i pojechałam do Obi. No i wróciłam z 6 dodatkowymi różami The fairy. Oby tylko nie były pomylone.
W sobotę jak przyjechaliśmy, to najpierw posadziłam przebiśniegi, wszystkie zakupione i jeszcze te moje. Teraz rosną w dwunastu miejscach. Mam nadzieję, że za parę lat będzie widać tego efekty.
Róże na razie zadołowane. Prawie wszystkie będą posadzone wzdłuż ogrodzenia jagodnika. Planuję w środę urlop i sadzenie. Od czwartku ma być już załamanie pogody, więc mam nadzieję, że zdążę.
Ostatni rzut oka.