Patrycja, czy Ty masz doła ogrodowego czy tylko chwilowy spadek ogrodowej formy???
Nie wiem jak odpowiesz, ale wiem, że ja u siebie to odnotowuje od kilku lat, właśnie w lipcu. Kiedy okazuje się, że nie ogarniam tego PGRu. I dlatego napiszę co myślę, bo pewnie nie ja jedna mam z tym problem.
Kilka lat temu "zachłysneliśmy" się działką. Zachciało nam się "wszystkiego". I rabat, i sadu, i trawnika. Borówek, malin, truskawek, agrestu, porzeczek też. Szklarni oraz warzywnika. Same super pomysły.
Ale na pewnym etapie okazuje się, że to za dużo. W dwie osoby nie da się ogarnąć. No może by się dało, ale przecież trzeba jeszcze "żyć". Nie mam na myśli rozrywek i wiecznego imprezowania, ale np. zrobienie zakupów, prania, obiadu etc. U nas dochodzi do tego permanentny remont (dachu, płotu, sufitu, kuchni, pokoików, etc.). U innych dochodzi dziecko czy inne obowiązki.
Do tego wszystkiego dokłada się pogoda, to chyba największy cios we wszystkie plany. Bo czekamy na to lato wyśnione, a tu albo upał albo leje albo susza. Siedzisz wtedy i myślisz, nie robisz. Niby czas na odpoczynek a w realu generacja stresu bo chwasty rosną przy każdej pogodzie.
Kolejnym tematem są straty w nasadzeniach, a one są i będą. Bo wiatr, bo susza, bo przymrozek. Sadzisz, dbasz, podlewasz, drzewko czy krzew rosnie, a tu nagle nie ma... Ja takie straty strasznie przeżywałam, oduczam sie tego. A przynajmniej próbuję. Samo życie.
Złotego środka nie ma. Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć i B.
My wiemy, że nie zaoramy wszystkiego w co włożyliśmy kupe pracy i kasy, żeby teraz leżeć na leżakach pod sosnam. Chociaż to by było chyba najłatwiejsze rozwiązanie. Staramy się systemem małych kroków wszystko doprowadzić do stanu akuratnego. Ściółkowanie, zautomatyzowane podlewanie etc. Po kroku, nawet małym.
No i tłamsimy frustrację, żeby się nie nakręcać.
I godzimy się z pogodą, na to wpływu nie mamy.
Zakładam, że z takim podejściem kiedyś z impasu zachłyśnięcia się - wyjdziemy
Czego życzę wszystkim, którzy mierzą się z podobnymi problemami