Corten wokół Dronning Ingrid już prawie cały pokrył się rdzą. Szybko.
Wczoraj mój pobyt na wsi był ekstra krótki. Rozchorowałam się, ale nawet z gorączką musiałam pojechać, bo w poniedziałek przyszły krwiściągi i trzeba je było posadzić. Wysłane w czwartek cały weekend spędziły w ciemnym pudełku u kuriera. Czyli całe pięć dni. Niefajnie.
Poza tym namierzyłam kolejne szkody w ogrodzie. Gryzonie (karczowniki?) czepiły się tym razem traw ozdobnych. Jeden z miskantów Zebrinus, który rósł przy pergoli z różami, został zjedzony. Pewnie podgryzały go od jakiegoś czasu, bo w tym roku był o połowę mniejszy od drugiego Zebrinusa. Jak tak dalej pójdzie obrażę się na ogród i przestanę w nim sadzić cokolwiek. Mam wrażenie, że połowa moich roślin idzie na straty.
____________________
Magda - okolice Przemyśla
Wiejski ogród Magdy