Zima u nas nie odpuszcza
Temperatury mocno minusowe. Tęsknię trochę za ociepleniem i wiosną, ale uczciwie przyznaję, że jest pięknie z takim nieskalanym miejskimi smrodami śnieżkiem
Daga w tym sensie tyle samo kosztowo. Luskanego jest wiecej ale i jest on drozszy. Wiele ptakow woli tez nieluskany, ostrza sobie dzióbki na nim.
Piekne obrazki. Jednak tesknie juz za zielenina i cieplem wiosny. Tym zapachem swiezosci. Moze gdybym mogla siedziec tylko w moim lesie to nie mialabym takiego nastawienia, niestety codzienne brudne miasto dobija urok zimy
Przeraza mnie tez mysl o rachunku za ogrzewanie poplyniemy zapewne wszyscy
Zima jest piękna Ale chyba już wszyscy tęsknią za wiosną. Niby ma być cieplej, ale obawiam się, czy nie będzie to wietrzna pogoda z pluchą pod nogami. No ale, trochę optymizmu, to końcówka stycznia, potem krótki luty. Po drodze gdzieś tam moje urodziny, będę sobie ogrodowy prezent wymyślać Pierwsze wysiewy na rozsady, a potem juz wiosna
Ja mam przemyślenia na ten temat od kilku sezonów. Kupuję nie łuskany mimo, ze wiem iż łupinki znajdę wszędzie w ilościach hurtowych. Alle mam te przemyślenia nie tylko co do słonecznika, ale co do karmników również. Wszyscy wiecie, ze u mnie ogród duży. Wiecie, że drapieżniki przylatują. Po ogrodzie chodzą koty nie tylko moje ale i dochodzące sąsiedzkie. I dlatego by ograniczyć ataki na drobne ptactwo zlatujące do karmników mam tych karmników w podwórku 9, a na dużym ogrodzie 17 plus sypie ziarno na ziemię w miejsca osłonięte drzewami. Moje karmniki w większości nie wyglądają jak typowy karmnik choć i takich mam kilka. Sporą ilość stanowią łupiny z kokosa, cześć to zwykły pniaczek i oczywiście kto pamięta to takie wydrążone skręcone pnie. Ktoś powie sama sobie utrudniasz życie bo przecież codziennie trzeba do tych wszystkich karmników podejść i je napełnić. Owszem, ale robię to świadomie dla dobra ptactwa.
Po pierwsze w naturze nie ma czegoś takiego jak karmnik. Ptaki muszą same szukać pokarmu i zależy mi by nie przyzwyczajały się pobierać je tylko z karmnika. Bo to dla nich ni jest dobry nawyk przyszłościowo ponieważ starsze osobniki uczą młode, a te znowu kolejne pokolenie i tak nawyk się utrwala wyłączając naturalne zachowania potrzebne do przetrwania gatunku.
Po drugie tak jest bezpieczniej bo nie muszą walczyć o miejsce w karmniku miedzy sobą i nie zlatują się całą chmara w jedno miejsce co stanowi łatwy cel dla drapieżnika.
Po trzecie cześć ptaków nie podejmuje ziarna z karmnika wcale. Zięby na przykład, jery, bażanty, gołębie, szukają ziarna na ziemi.
Po czwarte daję różnorakie pokarmy, nie tylko słonecznik. Sypie również pszenicę, kukurydze siemię lniane, proso. Daję jabłka i smalec plus kule tłuszczowe i orzechy. Każde w inne miejsca w zależności od gatunku ptaka jaki się nimi żywi. Kukurydza, pszenica często wprost na grunt dla bażantów. Jabłka nadziewam na gałęzie drzew itp.
Po piąte ta meto da sprawdza się u mnie nawet gdy przyleci drapieżnik. Bo drobne ptactwo wtedy zamiera, nie żeruje. A tym sposobem gdy drapieżnik jest w pobliżu jednego z karmników drobnica posila się w innej części ogrodu.
I wreszcie odpowiadając na temat dlaczego nie daję słonecznika łuskanego. Nie daję dlatego, że w naturze nie ma ziarna bez łusek. Ptaki musza się wysilić by ziarenko wydobyć z łupinki, a to utrwala ich naturalne zachowania, a nie uczy wygody.
Gdyby wszyscy dawali ziarno łuskane to po pierwsze ptaki się przyzwyczajają i tego samego uczą młode osobniki. Ptak nie ściera dzioba, a dziób stale rośnie i jak przerośnie taki osobnik padnie z głodu bo nie będzie mógł pobrać pokarmu. Po kilkunastu pokoleniach nawet by nie potrafił łupinki rozłupać bo już go rodzic nie nauczy sam nie umiejąc.
Zmieniając nawyki ptasie dla własnej wygody wyrządzilibyśmy im większą krzywdę niż pomoc.
A tak to mam łupinki wszędzie. Wschodzących wiosną słoneczników brak, może zdarzył się jeden na przestrzeni 10 lat. Ptaki całe ziarno wyjedzą nie ma obaw. Nawet sypiąc w łąkę w celu zasiewu słonecznika ozdobnego nie doczekałam bo też wyzbierały zawsze. Łupinki są biodegradowalne bo to materia organiczna i z czasem ulegają rozkładowi.
I jeszcze jedna ważna rzecz z takiego stałego miejsca karmienia ptactwa korzystają również drobne gryzonie. Skąd wiem? Ano raz naszłam w takim karmniku karmniku myszkę i wiem, że zaglądała do niego codziennie wyjadając resztki po ptakach. Więc gryzoniom też nie należy sprawy ułatwiać sypiąc stale tylko w jednym miejscu. Nie wiem kto był bardziej zaskoczony ja czy ona, ale pozwoliłam świadomie bo mróz był tęgi, śnieg głęboki, a ona chciała tylko przeżyć do wiosny. I karmnik był na drugim końcu ogrodu.
Zostawiam do przemyśleń.
Są tacy co uważają, że wcale dokarmia nie należy ( opinia miejscowej pani leśnik) Ja się nie zgadzam bo uważam, że zabraliśmy ptakom tyle naturalnych siedlisk ograniczając im miejsca poszukiwania pokarmu, że teraz mają kłopot z jego znalezieniem i przetrwaniem do wiosny.
Ale uważam, że dokarmia trzeba z głową i jednocześnie starać się nie szkodzić.
Zaznaczam, że to o czym piszę to są moje wnioski i przemyślenia być może nie do końca podparte wiedzą naukową, ale na pewno własnymi doświadczeniami.
Zgadzam się z Sylwią. Chociaż mam mały ogród, miejsc na dokarmianie też mniej. Ale sypię ziarno w 5 miejscach, w karmiki i na podstawki na ziemi. Mam taką mieszankę ziaren, do tego dosypuję słonecznik niełuskany, drobną kaszę jęczmienną, płatki owsiane i orzechy. Osobno mam kilka kokosów, wypełniam je smalcem z ziarnami, z przewagą orzechów, wierszam je na drzewach.
Jabłka, trochę gruszki i aronię, rozkładam na podstawkach w kilku miejscach dla kosów, dosypuję im też ziarno.
Magarku, cudne zdjęcia. Sfochowana jak kura na grzędzie
Sylwia, zgadzam się z tym co napisałaś, chociaż dla wygody mam u siebie tylko 4 karmniki + tłuszczowe kule zawieszone na drzewie. Zauważyłam, że ptasie stada krążą między nimi w ciekawych, powtarzalnych konfiguracjach.