Nadrobiłam zaległości, obejrzałam jesienne kolory, poczytałam o nowej drodze i o problemach z wydostaniem się z podwórka. Przypomniały mi się dawne czasy, odkopywanie się samochodem z grząskiego podwórka w rodzinnym domu. Do drogi publicznej było ze 100 metrów.
Śniegu aura wam nie pożałowała. Masz taki spory taras/ balkon?
Dorotko coś się wymyśli. Ja często jeżdżę pod Sandomierz do mamy, Alicja po drodze – może zrobimy sobie mały zjazd lub wycieczkę objazdową bez fatygowania twojego M.
Dziękuję, że pomyślałaś o mnie. Jak tylko zdrowie i siły pozwolą jestem chętna. U mnie różnie bywa, bo ja dziś dobrze się czuję a jutro może być kiepsko, ja onkologicznie się leczę. Jestem nieprzewidywalna.
Śnieg jeszcze w niedzielę na działce był. Balkon w bloku mam spory, acz niezbyt szeroki, chyba 5 m długości.
To miejmy nadzieję, że zdrowie i siły pozwolą nam się spotkać w przyszłym sezonie. I to nas wszystkie mam na myśli.
Byłam. Parocje niepołamane. Jedną tylko przechyliło do ziemi, będę musiała naprostować. Wodę z mauzera spuszczałam, ale tak wolno szło, że zostawiłam węża i pojechaliśmy. Teraz muszę jeszcze pojechać węża schować.
Trawy wszystkie rozklepane na amen. A z drzew, to tylko jedna olcha ucierpiała, bo czubek jej się złamał. Ale po drodze widziałam kilka połamanych drzew i podobno prądu nie było przez parę dni.