Jedni nazywają to relaksem, inni dokładają do tego smaki i odczucia, inni jeszcze uważają to za niepotrzebny angaż w to, co inni uprawiają od wieków ze skutkiem, a my mamy dostęp w sklepie bez fatygi. Ja w swoim ogrodzie przeszłam już chyba wszystkie te stadia, i żadnej nie żałuje, Każda forma pracy w ogrodzie ma swoje zalety, a wady? Sami sobie je stwarzamy, rezygnując z wyjścia w odpowiednim czasie.
Dlatego rozumiem każdego pasjonata, który cieszy się, że ma nowe nasionka, że ma zadaszenie dla ciepłolubnych, że wyrósł mu ekstra "osobnik" z pozyskanego ziarenka. A jak jeszcze chce dzielić się swoimi uwagami z hodowli, to już jest piękna sprawa.
Dziękuję za piękne wpisy, śliczne zdjęcia i dołożenie uwag odnośnie dbania o nasze "pieszczoszki".
A dla niedowiarków posłużę się obrazkiem z mego życia. Na początku mojej fascynacji pomidorami /pierwsze lata w szklarni/ byłam u rodziny. Kuzyn hodował pomidory w trzech tunelach. Piękne były. Wymiarowe. Na odjezdnym, dostałam kobiałkę pomidorów. A wujek w sekrecie mi powiedział: Nie jedz tego. Jeszcze zerknęłam na pracowników w tunelu. A tam. przy wejściu, pracownik szuflą z worka serwował nawóz/ chyba saletra?/ prosto pod pomidory, a potem z hydrantu polewał cały foliak. Pytałam, czy wszyscy tak robią? Wzruszył ramionami.= Ja tego nie jem. Ale ludzie kupują, bo piękne, czyż nie?
Te pomidory nijak mi nie pasowały, ale wyrzucić było szkoda. Przeleżały na talerzu w kuchni 2 miesiące zanim sczerniały. Dobrze, ze posłuchałam wujka. Od tamtej pory, Nie kupuję pomidorów w handlu. Czasami na ryneczku od działkowców. A tak uprawiam swoje, i jak sobie posieję tak mam. Bez szkody dla zdrowia. Okres zimowy jest u mnie na moich własnych przetworach, o ile się nie ociągałam z robotą.
Dziękuję jeszcze raz za piękny wątek. Dobrze jest mieć wsparcie wirtualne, bo czasami hasło" A po co ci to?" wybija z rytmu. Życzę właściwych wyborów, co do odmian i pięknych plonów w tym sezonie.