Dobry pomysł miałaś z tym wykarczowaniem kosodrzewin. U mnie do roślinnego nieba poszło ich chyba z 10. Z wielką radością przyjmuję fakt, że nie trzeba poświęcać kilku godzin na ich skubanie. Zawsze mnie po tej pracy bolały plecy. Fotergille moim zdaniem to skomplikowane w uprawie krzewy. U mnie nie przetrwały dwóch sezonów, choć zadbałam o odpowiedni odczyn gleby.
Na frontowej zrobiło się u Ciebie więcej miejsca dla bylin. W sezonie z pewnością będzie to zauważalne.
Karczowanie tego, co drażni jest jak najbardziej słuszne, zwłaszcza jeśli się wiąże z tym, aby ułatwić sobie ogrodnicze życie. U siebie zamierzam się pozbyć dwóch irg błyszczących. Co z tego, że są miododajne, ślicznie kwitną, pięknie się przebarwiają i mają ozdobne owoce, kiedy każdej wiosny znajduję pod nimi sryliony siewek, na których wyrywanie musze poświęcić kilka godzin.
U mnie zostały jedynie dwa maleńkie jałowce płożące. Reszta wyleciała.
Deszczu życzę.
PS. Wstawiłam u siebie zdjęcia obieli.
____________________
Hania-
To tu- to tam-łopatkę mam!
"Przyjemność ma się do szczęścia mniej więcej tak, jak drzewo do ogrodu; nie ma ogrodu bez drzew, ale drzewa, nawet w wielkiej ilości, nie stanowią jeszcze ogrodu."
~ Władysław Tatarkiewicz