Teoria o cieciu róż jest taka, że tnie sie je w połowie kwitnia, żeby nie było niebezpieczeństwa przymrozków, ale sposób ustalania terminu z pomocą rozkwitających forsycji, to gwarancja, że się nie zapomni

Róże okrywowe, róże pnące, róże parkowe... tnie się wedle sztuki inaczej, ale dla mnie to czarna magia. Usuwam przemarznięte, uszkodzone pędy i generalnie tnę 1 centymetr nad pierwszym zdrowym oczkiem lekko po skosie, żeby woda nie spływała na oczko.