Marysiu czytam o powodach Twoich mieszanych uczuć i od razu przymierzam do naszej sytuacji. Nad kwestią cięcia linii na krótsze odcinki też się zastanawiam, na logikę im dłuższe się je zostawi, tym większy obszar można jednoczasowo podlewać, więc chyba bym się też starała raczej zostawiać dłuższe. Chociaż jednak zakładałam, że tak po kilkanaście metrów co najwyżej, bo też nie mam aż tak dużych rabat, żeby więcej móc "upchnąć" na raz. Liści tam gdzie są rośliny nie grabię tylko wybieram ręcznie, żeby właśnie nie uszkadzać tych roślin, które zachowują liście przez zimę. Ale nawet żeby wybrać ręcznie, trzeba przy większych rabatach wejść jednak na nie. Czyli ryzyko deptania jest.
Ale z podlewaniem rzadziej a dłużej to właśnie miałam wyobrażenie, że linia kroplująca pozwala to osiągać bardziej niż podlewanie z węża, bo można raz na kilka dni puścić ją do porządnego namoczenia ziemi, zamiast codziennie zwilżać tylko powierzchowne warstwy. Ale teraz się zaczynam zastanawiać, czy to nie jest tak, że te linie w sumie za mało wody wypuszczają z siebie? Taki mi się zaczyna składać obraz z wielu przeczytanych tu Waszych opinii.
Małgosiu muszę dokopać się do tych instrukcji pomiaru ciśnienia, u nas z wodociągu, ale ponoć dość wysokie, no ale to takie raczej subiektywne odczucie niż fakt.
Rozprowadzenie rur w różne strony ogrodu coraz bardziej trafia na listę marzeń, chociaż przy naszych korzeniach drzew to chyba nie będzie aż takie proste - ale to pewnie jedna z tych rzeczy, które warto po prostu zrobić nawet mimo trudności, zwłaszcza że im więcej nasadzeń, tym trudniej tak ciągnąć wąż od domu, żeby roślin nim nie kosić. A znowu ograniczników nie mogę porobić, bo mi je synek wyciąga, a bardziej mocarnych, takich jak
Lidka opisujesz, się boję, żeby sobie krzywdy nie zrobił, bo jeszcze wiek mocno przewrotkowy
Judith my chyba nie dość ogarnięci technicznie, żeby się bez pomocy opłaconej siły fachowej obyć
A jeszcze tak zbiorczo w kwestii używania wody, właściwie bez znaczenia, czy ze studni, czy z rury - mnie to też przyznam uwiera. Ale na terenie takim jak nasz, suchych piaskach w cieniu, bez podlewania przynajmniej w pierwszych latach praktycznie nie da rady zrobić ogrodu. Kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, myślę sobie, że we współczesnym świecie trudno cokolwiek zrobić nie generując jednocześnie a to śmieci, a to zużycia prądu, a to spalin... To może to nasze hobby jeszcze nie takie najgorsze, jeśli dbamy przy tym o bioróżnorodność, o wspieranie owadów, ptaków i innych zwierzątek itd.?