Eupraksja
09:39, 26 mar 2026
Dołączył: 09 kwi 2025
Posty: 299
Dziękuję jeszcze raz za wszystkie Wasze doświadczenia i przemyślenia, myślę że powstała dzięki Wam ciekawa kopalnia wiedzy w jednym miejscu, może i innym posłuży
Nasze przemyślenia i wnioski na ten moment są takie:
1. Mnie najbardziej przekonuje zastosowanie tych "pipków" Mrokasi na liniach, już doczytałam, że one mogą dawać nawet 10x większy wypływ z jednego punktu niż dziurki w liniach fabrycznych, więc w moim wyobrażeniu powinny pozwalać zrobić krótszą ale intensywniejszą sesję, zgodnie z założeniami właściwego podlewania i nawilżając ziemię bardziej też wszerz, co pod młode byliny zwłaszcza, ale też w warzywniku, wydaje mi się że lepiej się sprawdzi. Minusy jakie widzę - trudniej taką linię zwinąć i przełożyć, no i ten czerwony kontrastowy kolor nie wiem czy nie będzie mnie raził (nawet brązowe linie kroplujące długo budziły moje obiekcje
ale to przez złe skojarzenia z zieleni na osiedlach miejskich - rozciągnięte połacie agrowłókniny plus te wężyki), a szukałam czarnych i tylko znajdują mi się takie o niskim przepływie, bez regulacji jak u Mrokasi. W każdym razie zamierzam spróbować. I chyba nawet na zwykłym wężu, nie tym kroplującym - taki mam pomysł, nie wiem czy słuszny ani czy ostateczny. Ale u nas jeszcze nie bardzo gęste nasadzenia, raczej plamy roślin, więc w odstępach między nimi nie ma sensu ciurkać.
2. Jednocześnie na próbę chcemy jednak położyć fragment fabrycznej linii kroplującej, tam gdzie rośliny rosną gęściej, więc się nie będzie marnowało nawadnianie pustych obszarów.
Jednocześnie tak jak Tar napisałaś, tak czy inaczej wybieram pewnie w 80% rośliny odporne na suszę. Ale póki są młode i tak potrzebują wsparcia na tych piaskach. No i są takie wyjątki, jak hortensje, które potrzebują wody, a jednocześnie należą do tych nielicznych krzewów, które są ozdobne i efektowne nawet w cieniu.
A drugi kryzysowy obszar to część z warzywami i krzewami owocowymi, one też potrzebują niestety wody, a dla mnie to jest taki ważny aspekt ogrodu, żeby móc iść i skubnąć maliny czy z warzywnika zebrać składniki na obiad. Taki ogród miała moja babcia, moja ogrodowa mentorka, tak miałam w poprzednim ogrodzie (trzymająca wodę glina
). Jeszcze się nie poddaję, chociaż w głowie ciągle aktualne pytanie, czy gra faktycznie warta świeczki, w tych trudniejszych warunkach ogrodowych.
Nasze przemyślenia i wnioski na ten moment są takie:
1. Mnie najbardziej przekonuje zastosowanie tych "pipków" Mrokasi na liniach, już doczytałam, że one mogą dawać nawet 10x większy wypływ z jednego punktu niż dziurki w liniach fabrycznych, więc w moim wyobrażeniu powinny pozwalać zrobić krótszą ale intensywniejszą sesję, zgodnie z założeniami właściwego podlewania i nawilżając ziemię bardziej też wszerz, co pod młode byliny zwłaszcza, ale też w warzywniku, wydaje mi się że lepiej się sprawdzi. Minusy jakie widzę - trudniej taką linię zwinąć i przełożyć, no i ten czerwony kontrastowy kolor nie wiem czy nie będzie mnie raził (nawet brązowe linie kroplujące długo budziły moje obiekcje
2. Jednocześnie na próbę chcemy jednak położyć fragment fabrycznej linii kroplującej, tam gdzie rośliny rosną gęściej, więc się nie będzie marnowało nawadnianie pustych obszarów.
Jednocześnie tak jak Tar napisałaś, tak czy inaczej wybieram pewnie w 80% rośliny odporne na suszę. Ale póki są młode i tak potrzebują wsparcia na tych piaskach. No i są takie wyjątki, jak hortensje, które potrzebują wody, a jednocześnie należą do tych nielicznych krzewów, które są ozdobne i efektowne nawet w cieniu.
A drugi kryzysowy obszar to część z warzywami i krzewami owocowymi, one też potrzebują niestety wody, a dla mnie to jest taki ważny aspekt ogrodu, żeby móc iść i skubnąć maliny czy z warzywnika zebrać składniki na obiad. Taki ogród miała moja babcia, moja ogrodowa mentorka, tak miałam w poprzednim ogrodzie (trzymająca wodę glina
____________________
Ewa W zgodzie z lasem na obrzeżach Kampinosu
Ewa W zgodzie z lasem na obrzeżach Kampinosu