Małe Antyle zwiedziłam na pokładzie żaglowca Fryderyk Chopin w 2006 roku Jest początek Nowego Roku, za oknem śnieżyca i mróz. Na moim tarasie widać tylko czubki roślin, a te w mieszkaniu coraz gorzej znoszą małą ilość światła i kaloryfery.

Tym bardziej żałuję, że nie spędzam tych dni na ciepłych i zielonych Karaibach, tak jak jeszcze jesienią planowałam. Niestety wspaniały żaglowiec, na pokładzie którego miałam pływać pomiędzy takimi wyspami jak Martynika, Bequia, Mayreau czy Dominika, złamał maszty i nie dopłynął do celu. Głośno o tym było w telewizji.

Na szczęście nikomu nic się nie stało, a mnie pozostały wspaniałe wspomnienia, bo na jego pokładzie zwiedziłam przecież Małe Antyle w 2006 roku.

Swoja drogą, kto by pomyślał, że ten owoc rośnie aż 2 lata zanim trafi na targ czy do sklepu? Zdjęcia, które zamieszczam pochodzą właśnie z tamtego rejsu. Ta daleka wyprawa przekonała mnie, że są jeszcze na świecie miejsca, gdzie przyroda jest dzika i niezagrożona, kwiaty kolorowe i pachnące, a owoce czy warzywa pełne smaku - zupełnie inne niż te, które zimą przychodzi nam zazwyczaj jadać.

Wtedy też dowiedziałam się, że ananasy nie rosną na drzewach tylko w gruncie - na swoistych ananasowych grządkach. A swoją wiedzę na temat ich uprawy pogłębiłam na Azorach, które także zwiedziłam podczas tamtego rejsu, wracając już przez Atlantyk do Polski. Na Sao Miguel znalazłam bowiem wielką plantację anansów, bo to właśnie Azory są jednym z głównych dostarczycieli tych owoców na Europę!

... tym razem zrobię więcej zdjęć Swoja drogą, kto by pomyślał, że ten owoc rośnie aż 2 lata zanim trafi na targ czy do sklepu? Jeżeli zaś chodzi o inne rośliny czy warzywa, których dane mi było spróbować podczas 9 tygodniowej przygody na pokładzie żaglowca Fryderyk Chopin, to były to oczywiście świeże kokosy, z których wypijałam sok, genialne grapefruity i mango z Dominiki czy banany z Martyniki, których skosztowałam na plantacji "prosto z drzewa" albo w postaci frytek!

Do lokalnych obiadów nie mogło też zabraknąć guavy czy trzciny cukrowej. Zaś nie smakowe, ale wizualne wrażenie zrobiło na mnie "chlebowe drzewo" - niestety nie poznałam nigdy jego oficjalnej nazwy a tylko parę razy widziałam jego owoce gdzieś na półkach luksusowych delikatesów już w Polsce.

Jedno jest pewne - najlepiej wszystko to zobaczyć na własne oczy i posmakować. Z Paryża latają tanie linie do Fort de France, więc karaibska przyroda jest coraz bardziej na wyciągnięcie ręki. Ażeby taka wyprawa była jak najbardziej udana, oto kilka porad:

  • oglądałam Antyle w marcu i wtedy ten rejon wygląda wspaniale
  • najwspanialsza przyroda to moim zdaniem Dominika oraz St. Lucia (stamtąd pochodzą zdjęcia)
  • nie można pominąć wyprawy łodziami do rezerwatu rzeki Indian River. Tą możliwość obcowania z naprawdę egzotyczną roślinnością zapewniają wycieczki organizowane na Dominice

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zawitam w tamten rejon i tym razem zrobię więcej zdjęć. Pomogą przetrwać zimowe wieczory, jak choćby ten dzisiejszy...

Zapraszam do obejrzenia wywiadu w "Dzień dobry TVN" o tej wyprawie

9 komentarzy:
Danuta Młoźniak 10:28, 07 sty 2011

Fascynująca przyroda to coś, co nieustannie mnie zachwyca i nie pozwala przejść obojętnie obok choćby najmniejszego kwiatka, nawet rosnacego na rowie. Taka egzotyczna fascynuje tym bardziej, bo nie mamy jej na co dzień. Dziękuję za tą wyprawę w odległe miejsca i niesamowite krajobrazy. Właśnie wyruszam na "podbój" podobnego, choć nieco bliżej położonego miejsca na ziemi. Może też spotkam ananasy..?

Marzena Błażewicz-Woźniak 16:30, 07 sty 2011

Dziękuję za artykuł. Zrobiło mi sie cieplej! :)

Zbigniew Gazda 17:57, 07 sty 2011

Szczerze Ci Danusiu zazdroszczę. To są widoki które pamięta się całe życie.

Marta Hawraj 18:40, 07 sty 2011

Na świecie jest wiele wspaniałych zakątków coraz mniej dzikich i niedostępnych ,ale jeszcze takie są.Dziękuję za przybliżenie mi Karaibów.

Nie wiem czemu ,ale zawsze podobały mi się korzenie drzew na wierzchu, widziałam je tylko u nas w ojczyźnie.Są piękne w formie i takie tajemnicze,magiczne wręcz... Tęczę ,mamy nie gorszą zawsze śmieją mi się do niej oczy,jedno co wiem i zostaje pozazdrościć to niestety słodsze niż u nas owoce...;) Zgadzam się z Autorką ile się da i co się da pięknego dotknąć ,róbmy to osobiście !!!
Adam Targowski 16:03, 15 sty 2011

Oglądając te fotografie od razu czuje się ciepło;) Czas najwyższy wybrać się samemu zrobić kilka zdjęć.

Danuta Młoźniak 16:21, 15 sty 2011

Właśnie wróciłam z wyjazdu i nie spotkałam niestety ananasów, ale za to mnóstwo innych równie kolorowych i egzotycznych roślin, co pozytywnie naładowało mnie energią na resztę tej naszej ponurej zimy.

slawko 18:29, 15 sty 2011

Dziękuję za relację z tak wspaniałej wyprawy. Dla większości z nas jest ona w strefie marzeń. Chciałbym wyrazić także uznanie dla Pani, jako operatora w czasie tej morskiej przygody, bo z tego co oglądałem na filmie, to była ciężka praca. Ciekawy jestem, ile czasu spędziła Pani na wodzie, a ile na lądzie?

Joanna Tworek 16:23, 18 sty 2011

Wspaniała przyroda i ciekawy artykuł! W listopadzie ubiegłego roku sama byłam w tamtych rejonach -na Costa Rice i również byłam pod wrażeniem. Coś zupełnie odmiennego niż u nas :)

Weronika Wojnach 23:17, 19 sty 2011

Dziękuję za bardzo miłe komentarze:-) Moja karaibska przygoda trwała 2 tygodnie (rejs po archipelagu Małych Antyli) i potem 7 tygodni powrotu do Polski. W tym 3 tygodnie bez dotykania lądu podczas pokonywania Atlantyku....Na samych Karaibach mieszkałam oczywiście na statku ale codziennie, lub raz na dwa, czasem trzy dni schodziliśmy na ląd aby pozwiedzać